Opinie i komentarze

Kraje bałtyckie: czas Rosjan nadchodzi - Kordian Kuczma

24 września 2011, 22:48 /
Kraje bałtyckie: czas Rosjan nadchodzi - Kordian Kuczma
< p style="text-align: justify;"><a href="http://www.jagiellonski.pl/wp-content/uploads/2011/06/Kordian-Kuczma.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-602" title="Kordian Kuczma" src="http://www.jagiellonski.pl/wp-content/uploads/2011/06/Kordian-Kuczma-201x300.jpg" alt="" width="201" height="300" /></a>W wypadku Łotwy i Estonii stwierdzenie, że dziedzictwo Związku Radzieckiego jest tam nadal żywe, to nie tylko efektowny zwrot retoryczny. Najbardziej widocznym „spadkiem” półwiecza zależności od Moskwy w przypadku obydwu tych państw jest bowiem liczna mniejszość rosyjska, czy mówiąc bardziej precyzyjnie - rosyjskojęzyczna. Zarówno w Estonii, jak i na Łotwie stanowi ona prawie 1/3 ludności. Władze nadbałtyckich republik zawsze uważały ją za obcy element w społeczeństwie i zagrożenie dla tożsamości narodowej, dlatego nie zgodziły się na wprowadzenie „opcji zerowej” w przepisach o obywatelstwie, co znacznie ograniczyło reprezentację tej części populacji w życiu politycznym. Starały się też ograniczyć obecność języka rosyjskiego w administracji i szkolnictwie. Wszystkie te posunięcia spotykały się z negatywną reakcją władz rosyjskich, oskarżających swoich sąsiadów o łamanie praw człowieka i tendencje profaszystowskie. Przychodziło im to tym łatwiej, że formacje zbrojne złożone z Bałtów brały udział w II wojnie światowej u boku Wehrmachtu, szukając w ten sposób możliwości uwolnienia swoich ojczyzn od bezlitosnego sowieckiego panowania.</p> <p style="text-align: justify;"><strong>Krajobraz po katastrofie</strong></p> <p style="text-align: justify;">Wydarzenia ostatnich miesięcy sugerują, że przynajmniej w wypadku Łotwy nadchodzi nowy etap w najnowszej historii wpływu Rosjan na ten fragment wybrzeża Bałtyku. Kraj ten przeżył latem prawdziwe polityczne trzęsienie ziemi. Zmęczenie korupcją i wpływem miejscowych oligarchów na życie publiczne spowodowało, że 23 lipca w rozpisanym przez prezydenta Valdisa Zatlersa referendum 95% obywateli wypowiedziało się za przedterminowymi wyborami parlamentarnymi. Jedno z „oligarchicznych” partii – Partia Ludowa (zwycięzca wyborów w 2006) – rozwiązała się, notowania pozostałych spadły. Z kolei Sojusz Narodowy wywołał kontrowersje, kiedy członek jego zarządu Janis Iesalniks oświadczył na Twitterze, że winę za krwawe zamachy w Norwegii ponoszą rzecznicy wielokulturowości i islamizacji. Krytyka zmusiła go do rezygnacji ze startu.</p> <p style="text-align: justify;">Co było do przewidzenia, jeżeli wierzyć sondażom na zamieszaniu najbardziej skorzysta nowo sformowana formacja Zatlersa – Partia Reformy oraz największa partia opozycyjna. A jest nią Centrum Zgody, tworzone w dużej mierze właśnie przez łotewskich rosyjskojęzycznych. W ostatnich wyborach wprowadzili oni 29 deputowanych do Sejmu i 4 do Parlamentu Europejskiego. Prezes Centrum Nils Usakovs sprawuje godność mera Rygi. Mimo, że taka możliwość jest coraz mocniej brana pod uwagę, prowadzenie w ostatnich sondażach nie musi jednak przełożyć się na obecność tej partii w kolejnej koalicji rządowej. Na temat stworzenia gabinetu rozmawiała z nią już w poprzednim roku Jedność obecnego premiera Valdisa Dombrovskisa. Kością niezgody okazała się kwestia uznania przynależności do ZSRR za okupację. Reprezentanci rosyjskojęzycznych są nadal czuli na tym punkcie: kiedy Imants Paradnieks z ugrupowania „Wszystko dla Łotwy – Za Ojczyznę i Wolność” w wywiadzie radiowym ironicznie stwierdził, że Centrum Zgody rządziło już na Łotwie i to przez 50 lat, Walerij Agieszyn z zaatakowanego stronnictwa oskarżył go o demagogię i wysłał na badania psychiatryczne (skąd my to znamy?).</p> Centrum Zgody nie podziela też ekonomicznej strategii, którą wyznaje większość łotewskich partii. Sprzeciwia się wprowadzeniu euro w 2014 roku, obawia się także, że skrupulatna spłata pożyczki zaciągniętej w Międzynarodowym Funduszu Walutowym i zapowiadana redukcja deficytu budżetowego z 6 do 3% będą sprzyjały umacnianiu się bezrobocia, którego wskaźnik na Łotwie w tej chwili wynosi 12,6%. Prosocjalny program zjednuje jej wyborców również wśród etnicznych Łotyszy. Przede wszystkim jednak nie jest pewne, czy inne partie zgodzą się współpracować z formacją, która w 2009 zawarła porozumienie o współpracy z Jedną Rosją Władimira Putina, a jego lider Janis Urbanovs przyznawał w ujawnionych przez WikiLeaks rozmowach z amerykańskimi dyplomatami, że jej zwolennicy w sprawach międzynarodowych najczęściej szukają wskazówek w Moskwie, a Łotwę uważają za macochę. Wprawdzie podobną umowę próbowała wcześniej podpisać „oligarchiczna” Pierwsza Partia Łotwy, jednak nowe wybory, zaplanowane na skądinąd jednoznacznie kojarzący się w Polsce dzień 17 września, miały w łotewskiej polityce wprowadzić nową jakość. <strong>Estoński Breivik? </strong> <p style="text-align: justify;">Estońscy rosyjskojęzyczni nie są tak aktywni politycznie, jak łotewscy. Europejskie media przypominają sobie o nich najczęściej, kiedy wchodzą konflikt z prawem, jak w przypadku zamieszek wywołanych przez usunięcie statui „Żołnierza z brązu” z centrum Tallina w 2007 roku. Nie inaczej było 11 sierpnia, kiedy pochodzący z Armenii adwokat Karen Drambjan wtargnął do siedziby ministerstwa obrony. Mimo użycia broni palnej i zdetonowania bomb dymnych, nie udało mu się dostać do środka. Napastnik wziął dwóch zakładników. Zginął podczas wymiany ognia z próbującymi ich odbić policjantami.</p> <p style="text-align: justify;">Spekuluje się, że Drambjana do desperackiego czynu mogły popchnąć kłopoty finansowe (jego mieszkanie w mieście Maardu zostało sprzedane przez komornika). Zdaniem premiera Estonii Andrusa Asipa katalizatorem jego zachowania mogły być zbrodnie Andersa Breivika. Nie można jednak zapominać o politycznej przeszłości tego prawnika. Należał do reprezentującej mniejszość rosyjskojęzyczną Estońskiej Zjednoczonej Partii Lewicy. Bez powodzenia startował z jej ramienia w wyborach parlamentarnych i samorządowych. Po zamieszkach związanych z przeniesieniem „Żołnierza z brązu” podjął się obrony Lariss<span style="color: #0000ff;"><a href="http://en.wikipedia.org/w/index.php?title=Larissa_Ne%C5%A1t%C5%A1adimova&amp;action=edit&amp;redlink=1"><span style="color: #000000;">y</span></a></span> Nieszczadimowej, rzeczniczkę prasową ich motoru - organizacji „Nocny Patrol”, jednak z braku odpowiednich kwalifikacji został zmuszony zrezygnować, kiedy jej sprawa została przekazana do Sądu Najwyższego.</p> <p style="text-align: justify;">Podczas kampanii przed wyborami do Parlamentu Europejskiego w 2009 Drambjan napisał manifest, w którym oskarżał „neofaszystów” i „hieny” z rządu Estonii o przygotowania do krwawej wojny domowej przeciwko zamieszkałym w tym kraju Rosjanom, a swoich rodaków – o hołdowanie niewolniczej mentalności w obliczu dyskryminacji. Znany z antyrosyjskich poglądów, które manifestował m.in. w swoich książkach historycznych estoński minister obrony Mart Laar w wywiadzie dla „Washington Times” doszukiwał się powiązań między tym incydentem a wymierzoną w niego kampanią propagandową. Jeszcze w 1989 Laar został oskarżony przez radziecką agencję prasową Interfax o przynależność do rodziny kolaborującej z nazistami, mimo, że w rzeczywistości jego dziadek został zamordowany przez hitlerowców. Podobne zarzuty przeciwko niemu zostały ostatnio wysunięte przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Laar jest przekonany, że bez płynącej z sąsiedniego kraju inspiracji nie doszłoby do ataku. Zachowanie MSZ, podobnie jak wcześniejszy protest Ministerstwa przeciwko spotkaniu estońskich, rzekomo nazistowskich, weteranów w Sinimäed 30 lipca oraz majowe spotkanie mera Tallina Edgara Savisaara z wiceprzewodniczącą „Jednej Rosji” Tatianą Jakowlewą, które dostarczyło okazji do kolejnych, już wręcz rytualnych oskarżeń Estończyków o rusofobię i nierównoprawne traktowanie nadbałtyckich Rosjan, na pewno nie poprawią klimatu wzajemnych stosunków.</p> <p style="text-align: justify;"><em>Pierwotnie tekst ukazał się w "Gazecie Finansowej", nr 36/2011.</em></p>