Opinie i komentarze

Teoria i praktyka polityki Sarkozy'ego wobec Libii - Julia Maciejewska

4 listopada 2011, 12:50 /
Teoria i praktyka polityki Sarkozy'ego wobec Libii - Julia Maciejewska
< p style="text-align: justify;"><a href="http://www.jagiellonski.pl/wp-content/uploads/2011/06/zdj.Julia-Maciejewska.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-677" title="Julia Maciejewska" src="http://www.jagiellonski.pl/wp-content/uploads/2011/06/zdj.Julia-Maciejewska-199x300.jpg" alt="" width="199" height="300" /></a>Szybka i zdecydowana reakcja Francji na starcia pomiędzy przeciwnikami i zwolennikami reżimu Kaddafiego stanowiła dla wielu obserwatorów polityki międzynarodowej duże zaskoczenie. To właśnie Paryż jako pierwsza stolica oficjalnie uznała Libijską Radę Narodową, zaledwie pięć dni po jej utworzeniu. Co ciekawe Francja była również gorącym zwolennikiem interwencji wojskowej. Jakie motywy zadecydowały o wzmożonej aktywności Francji w tym kraju?</p> <p style="text-align: justify;">Działania prezydenta Francji Nicholasa Sarkozy zmierzające do usprawiedliwienia interwencji wojskowej w Libii, w tym m.in. głośno wyrażany niepokój o łamanie praw człowieka w marcu tego roku wydawały się zaskakujące w kontekście dotychczasowych relacji pomiędzy obydwoma państwami. Wielu obserwatorów pamięta jeszcze ekstrawagancką wizytę Kaddafiego w Paryżu oraz zdjęcia beduińskiego namiotu rozstawionego tuż obok Pałacu Elizejskiego. Strony podpisały wtedy umowy gospodarcze i wojskowe na kwotę 14,7 miliarda dolarów USD. Wizyta libijskiego dyktatora zbiegła się wówczas ze Światowym Dniem Praw Człowieka, za co Sarkozy został skrytykowany przez międzynarodową opinię publiczną.</p> <p style="text-align: justify;">Sarkozy daleki był jednak od przejmowania się moralnym aspektem stosunków bilateralnych. Co prawda trzy miesiące wcześniej francuska para prezydencka odegrała kluczową rolę w uwolnieniu bułgarskich pielęgniarek oskarżonych o zakażenie 400 libijskich dzieci wirusem HIV, jednak zaraz po procesie Sarkozy podpisał w Libii porozumienie o współpracy w przemyśle wojskowym i energetyce atomowej. Na początku sierpnia 2007 roku ogłoszono zawarcie przez Francję i Libię kontraktu o wartości 400 milionów dolarów USD na zakup przez Libię rakiet przeciwpancernych i systemów komunikacji radiowej europejskiego konsorcjum EADS. W 2008 roku Francuzi sprzedali Kaddafiemu opancerzony samochód terenowy wart 4 miliony euro, wyposażony w systemy umożliwiające podsłuch. Sprzedaż tego samochodu była częścią większego kontraktu zawartego przez Libię z jedną z francuskich firm dostarczającą reżimowi libijskiemu środki, które później umożliwiały śledzenie oddziałów rebelianckich.</p> <p style="text-align: justify;">Skąd więc zwrot o 180 stopni w polityce francuskiej wobec Libii? Skąd nagła chęć pomocy narodowi libijskiemu? Francja jako lider w działaniach w tym regionie budzi zdziwienie zwłaszcza po „przespaniu” rewolucji w Tunezji oraz Egipcie. Francuski prezydent był zmuszony nawet do tuszowania bardzo niezręcznych gaf swojego gabinetu. Okazało się bowiem, że ówczesna wtedy minister spraw zagranicznych - Michele Alliot-Marie oferowała prezydentowi Tunezji „know-how” dotyczący sił bezpieczeństwa mający mu pomóc zdławić protesty. Z kolei na trzy tygodnie przed usunięciem Hosni Mubaraka z urzędu prezydenta Egiptu, francuski premier Francois Fillon skorzystał wraz z rodziną z jego zaproszenia na wakacje.</p> <p style="text-align: justify;">Nagłe zaangażowanie strony francuskiej i wparcie rewolucjonistów libijskich nie jest aktem dobrej woli prezydenta Francji, ani tym bardziej działaniem altruistycznym. Gdyby tak było, to dlaczego Paryż nie zaangażował się równie mocno w pomoc narodowi irakijskiemu albo syryjskiemu? W drugim przypadku sprawa jest oczywista. Francuskim władzom nie opłaca się wspierać przeciwników prezydenta Assada, ponieważ nie mogą tam uzyskać korzyści ekonomicznych. Już dziś większość syryjskiej ropy (155 tys. baryłek dziennie z całkowitej produkcji 400 tys. baryłek) trafia na Zachód, do Francji, Niemiec, Włoch i Holandii. Francuski Total ma znaczne udziały w syryjskim sektorze energetycznym. Angażując się w wydarzenia w Syrii, strona francuska mogłaby tylko stracić (Dla porównania, Libia nawet w trakcie walk i chaosu w państwie nadal produkuje 500 tys. baryłek dziennie. Przed powstaniem było to 1,58 mln baryłek ropy).</p> <p style="text-align: justify;">Francja na przykładzie działań w Libii pokazała, że w swej polityce zagranicznej kieruje się wyłącznie rachunkiem ekonomicznym. Jeszcze przed śmiercią Kaddafiego, we wrześniu tego roku odbyła się w Paryżu międzynarodowa konferencja „Przyjaciele Libii”, w czasie której 60 delegacji państwowych debatowało nad przyszłością polityczną i gospodarczą Libii po obaleniu Kaddafiego. Jednak tuż przed tym wydarzeniem, francuski dziennik „Liberation” opublikował fragment listu jaki nowe władze libijskie wysłały do emira Kataru. W liście tym była zawarta informacja o przyznaniu podmiotom francuskim prawa do wydobywania 35% libijskiej ropy. Mimo, iż ambasador Libijskiej Rady Narodowej zakwestionował autentyczność listu, to minister spraw zagranicznych Francji Alain Juppe potwierdził zapowiedź rady dotyczącą dobierania sobie współpracowników do odbudowy kraju libijskiego w zależności od skali pomocy w obaleniu starego reżimu. To tłumaczyłoby aktywność władz francuskich w niesieniu pomocy wojskowej i lobbowania na rzecz nowych władz Libii na arenie międzynarodowej. Stanowi to jednak przejaw hipokryzji strony francuskiej, gdyż jeszcze niedawno kraj ten ostro krytykował i sprzeciwiał się interwencji Stanów Zjednoczonych w Iraku. Tymczasem w przypadku Libii, Paryż wykorzystał fakt, że Waszyngton nie może sobie pozwolić zarówno finansowo, jak i wizerunkowo na kolejną wojnę w świecie arabskim. Francja postanowiła więc odegrać rolę jedynego przyjaciela narodu libijskiego. Jak się okazuje przyjaciela nie bezinteresownego.</p> <p style="text-align: justify;">Sarkozy próbuje również wykorzystać sytuację w Libii do realizacji swoich celów osobistych. Obecny prezydent Francji liczy, że uda mu się podnieść swoje notowania w nadchodzących wyborach. Dotychczasowe sondaże były dla Sarkozy’ego bezlitosne. Ostatni przeprowadzony przez Instytut CSA (Conseil Supérieur de l'Audiovisuel) – Instytut zajmujący się badaniem opinii publicznej pokazał, że w nadchodzących wyborach największe szanse na zwycięstwo ma przedstawiciel Partii Socjalistycznej – Francois Hollande, który w pierwszej turze może liczyć na 35% głosów. Daleko w tyle, z 25% poparciem jest aktualny prezydent. W drugiej turze Hollande mógłby uzyskać nawet 62% głosów. Sarkozy się jednak nie poddaje. Odważne działania na arenie międzynarodowej, pokazanie siebie jako lidera państwa silnego, mogącego przewodniczyć interwencji zbrojnej mają udowodnić wyborcom francuskim, że Sarkozy to nie jest zmarnowany głos. Należy przyznać, że ostatnie wydarzenia mogą zadziałać na korzyść obecnego prezydenta. Obalenie Kaddafiego może pokazać francuskiej opinii publicznej, że ich państwo działa szybko i skutecznie. Ponadto, Sarkozy pokazuje swoim wyborcom, że dba o interesy ekonomiczne francuskich firm angażując się w odbudowę państwa libijskiego. W tym samym czasie władze francuskie zaczęły realizować plan wycofywania wojsk z Afganistanu. 200 żołnierzy wraca właśnie do Francji, podczas gdy kolejnych 800 ma powrócić do końca 2012 roku (w sumie w Afganistanie pozostaje obecnie 3800 żołnierzy). Ta decyzja również ma być gestem wobec wyborców.</p> <p style="text-align: justify;">Można jeszcze wspomnieć tylko o wydarzeniu prywatnym prezydenta Sarkozy’ego, który został niedawno ponownie ojcem. To na pewno także przyczyni się do ocieplenia jego wizerunku. Niedługo pojawią się w gazetach zdjęcia, przedstawiające czułego i odpowiedzialnego ojca – Nicolasa Sarkozy’ego trzymającego w objęciach swoje dziecko.</p> <p style="text-align: justify;">Czy jednak Francuzi będą chcieli widzieć Sarkozy’ego w roli ojca narodu przez kolejne pięć lat? Do wyborów jeszcze pół roku. Sarkozy będzie musiał się jeszcze zmierzyć z problemami wewnętrznymi Francji: utrzymujące się wysokie bezrobocie, rosnące ceny, działania oszczędnościowe rządu czy oskarżenia o korupcję. Działania na arenie międzynarodowej mogą nie wystarczyć do wygrania kolejnej kadencji.</p> <p style="text-align: justify;"><em>Pierwotnie tekst ukazał się w "Gazecie Finansowej", nr 34/2011.</em></p>