Opinie i komentarze

Przełamywanie monopolu Gazpromu-Kordian Kuczma

18 lutego 2012, 09:50 /
Przełamywanie monopolu Gazpromu-Kordian Kuczma
< p style="text-align: justify;"><em><a rel="attachment wp-att-602" href="http://www.jagiellonski.pl/?attachment_id=602"><img class="alignleft size-full wp-image-602" title="Kordian Kuczma" src="http://www.jagiellonski.pl/wp-content/uploads/2011/06/Kordian-Kuczma.jpg" alt="" width="236" height="352" /></a></em>Od listopada ub. r. do stycznia br.przez światowe media (głównie ekonomicznym) przetoczyła się fala nagłówków o treści: „Estonia liberalizuje rynek gazu”. Od czasów rządów premiera Marta Laara, w latach 1992-94, połączenie słów „liberalizacja” i „Estonia” automatycznie z<em></em>wraca uwagę każdego, kto interesuje się Europą Wschodnią. Tematyka energetyczna zawsze budzi emocje, szczególnie w odniesieniu do naszego regionu. Czy więc mamy do czynienia z tak znaczącą informacją, jak to na pierwszy rzut oka wygląda?<strong></strong></p> <p style="text-align: justify;"><strong>Skrzydlate słowo „unbundling”</strong> Przede wszystkim inicjatywa reform Marta Laara wyszła od samych Estończyków, zaś przygotowany przez rząd i ogłoszony 5 stycznia br. projekt nowelizacji ustawy o gazie ziemnym, został podyktowany implementacją zatwierdzonego w lipcu ub.r. trzeciego pakietu energetycznego Unii Europejskiej, aczkolwiek niewątpliwie idzie on w sukurs interesom tego narodu. Regulacje te miały na celu wzmocnienie praw konsumentów, m.in. poprzez ułatwienia przy zmianie sprzedawcy energii, wprowadzenie prawa do rekompensaty za źle wykonywane usługi i obowiązku informowania odbiorcy o poziomie zużycia w jego gospodarstwie domowym. Zaakcentowano w nich konieczność powszechnego charakteru dostępu do energii oraz zapewniono go odbiorcom wrażliwym, czyli tym, których nie stać na uiszczanie rachunków. Z punktu widzenia kraju leżącego przy zewnętrznej granicy Unii, istotny wydaje się zakaz udzielania koncesji przedsiębiorcom z państw trzecich, nie spełniających określonych w pakiecie warunków. W ten sposób doszliśmy do najważniejszego założenia pakietu – rozdzielenia działalności obrotowej i wytwórczej firm sektora energetycznego od przesyłowej, zwane z j. angielskiego unbundlingiem. Kraje, które przyjęły nowe zasady, otrzymały możliwość wyboru jednej z trzech metod dostosowania się do nich: rozdział właścicielski, czyli sprzedaż sieci przez dot<em></em>ychczasowego właściciela i utworzenie nowego podmiotu, który będzie nim zarządzał, wydzielenie niezależnego operatora systemu bez zmiany właściciela sieci lub ustanowienie niezależnego operatora przesyłowego, który będzie zajmował się też obrotem energią, jednak związki między obydwoma działami firmy będą bardzo luźne i ściśle nadzorowane.</p> <p style="text-align: justify;"><strong>Litwa była pierwsza</strong> Mimo że wprowadzanie zasad pakietu w stosunku do estońskiego rynku gazowego ma potrwać do 2015 r., czyni to z tego kraju jednego z europejskich liderów w tej dziedzinie. Jeszcze wcześniej, bo do 2013 r., zmiany chcą wdrążyć u siebie Litwini. Jedynie Łotwa postanowiła skorzystać z możliwości wstrzymania się z decyzjami do momentu uzyskania połączenia z siecią innego państwa UE niż Finlandia, dlatego kalendarz implementacji pakietu w tym kraju nie jest jeszcze znany. Wiele wskazuje na to, że skutki wprowadzenia nowych regulacji w Estonii będą podobnie niejednoznaczne jak na Litwie. Z jednej strony dostosowanie się do norm unijnych, a co za tym idzie – zniwelowanie wpływu Gazpromu na państwowy koncern Lietuvos dujos przyspieszyło decyzję o budowie terminalu LNG w Kłajpedzie, który ma powstać do 2014 r. oraz umożliwiło ubieganie się o fundusze unijne na połączenie z polskimi gazociągami. Równocześnie jednak nowa polityka doprowadziła Wilno do sporu arbitrażowego z rosyjskim gigantem, <em></em>co kosztowało Litwę 4 mln euro. Pierwszy proces w Sztokholmie zakończył się w czerwcu ub.r. zwycięstwem Litwy, od listopada trwa druga rozprawa. Stanowi ona element jeden z elementów dłuższego ciągu rosyjskich protestów przeciwko pakietowi. Tamtejsze lobby gazowe domaga się ograniczenia stosowania nowych przepisów jedynie do dostaw dla gospodarstw domowych, zaś wyłączenia z nich międzynarodowych sieci przesyłowych, a przynajmniej planowanego SouthStreamu, który nie otrzymał korzystnego dla niego statusu projektu o znaczeniu europejskim, tak jak NordStream.</p> <p style="text-align: justify;"><strong>Powtórka z rozrywki?</strong> W Estonii Gazprom, który jest głównym udziałowcem monopolistycznej spółki Eesti Gaas (37,02 proc. akcji), również krytykuje pomysł przejęcia wycenianych na 25 mln euro gazociągów przez państwowego operatora Elering. W tej chwili są one zarządzane przez członka grupy Eesti Gaas – EG Vorguteenus. Rosjanie próbują bronić się przed najbardziej radykalną formą zapowiadanej liberalizacji, czyli rozdziałem właścicielskim, obiecując udzielanie wszystkim chętnym dostępu do rur, gdyby pozostawiono je w ich rękach. Estończycy obawiali się też reakcji drugiego największego akcjonariusza – niemieckiej firmy E.ON AG, jednak jak na razie jej władze, a także przedstawiciele fińskiego Fortum OYJ, zachowują powściągliwość w negocjacjach (czwarty znaczący właściciel papierów wartościowych Eesti Gas – Itera Latvija to spółka powiązana z Rosją, więc prawdopodobnie poprze stanowisko <em></em>Gazpromu). O ironio, sam Elering w latach 1998-2004 również był częścią większego konglomeratu – Eesti Energia. Nie wydaje się, aby władze Estonii zgodziły się z rosyjskimi argumentami, gdyż wierzą, że rozdział właścicielski doprowadzi do spadku cen „błękitnego paliwa”, które zresztą i tak dzięki 15-proc. upustowi cenowemu były dla tego kraju najniższe spośród stawek dla państw bałtyckich.</p> <p style="text-align: justify;"><strong>System naczyń połączonych</strong> Zmniejszenie wpływów Gazpromu na infrastrukturę przesyłową to jedyny sposób na ożywienie różnych pojawiających się projektów dywersyfikacji źródeł energii, takich jak budowa terminali gazu skroplonego w porcie Paldiski i zatoce Muuga w okolicach Tallina (podpisano już umowę między zarządem stołecznego portu a Elering o wstępnych studiach nad tym projektem) czy gazociągu do Finlandii. Można w tym wypadku mówić o systemie naczyń połączonych, ponieważ o ile bez niezależnego operatora gazociągów, dywersyfikacja nie jest możliwa pod względem instytucjonalnym, bez terminali nie jest ona możliwa pod względem technicznym. Opublikowany w listopadzie ub.r. raport, zamówiony przez Elering w firmie konsultingowej Pöyry, stwierdza, że międzynarodowa współpraca przy takiej inwestycji pomogłaby w uniezależnieniu się od dostaw Gazpromu (a tym samym wypełnieniu założeń unijnej polityki) wszystkich czterem państwom bałtyckim, wliczając Finlandię. Trzeba jednak pamiętać, że dopuszczenie na rynek więcej niż jednego dostawcy gazu nie musi oznaczać pełnej liberalizacji rynku. Eesti Gas już podjęła rozmowy z Finami z Gasum OY na temat utworzenia spółki-operatora, która mogłaby kontrolować handel pochodzący z różnych źródeł g<em></em>azem na lokalnym (docelowo także regionalnym) rynku. Także pod tym względem estońscy menedżerowie uczą się od swoich litewskich kolegów. Miejmy nadzieję, że również dla naszych decydentów bałtyckie doświadczenia staną się pożyteczną lekcją i skłonią ich do bardziej zdecydowanych działań.</p> <p style="text-align: justify;"><em>Pierwotnie artykuł ukazał się w Gazecie Finansowej, nr 6/2012. </em></p>