Opinie i komentarze

WSIowe urabianie-Łukasz Kister

20 lutego 2012, 11:21 /
WSIowe urabianie-Łukasz Kister
< p style="text-align: justify;"><a rel="attachment wp-att-603" href="http://www.jagiellonski.pl/?attachment_id=603"><img class="alignleft size-full wp-image-603" title="Łukasz Kister" src="http://www.jagiellonski.pl/wp-content/uploads/2011/06/Łukasz-Kister2.jpg" alt="" width="235" height="298" /></a>Od kilkunastu lat obserwujemy systematyczny upadek naszej armii. Są tacy co nazywają go planowym, i trudno się z nimi nie zgodzić, gdy patrzy się na niektóre działania Ministerstwa Obrony Narodowej, lub ich brak. Na pierwszym planie tego dramatu już od wielu lat znajduje się Marynarka Wojenna RP, której agonia w ostatnim półroczu przestała stanowić już obszar nieznany szerszej opinii publicznej.</p> <p style="text-align: justify;"><strong>Dysonans poznawczy</strong></p> <p style="text-align: justify;">Poczynając od Raportu przygotowanego przez Instytut Jagielloński – którego byłem współautorem, przez coraz liczniejsze publikacje różnych mediów, po wymuszone tymi działaniami oficjalne wypowiedzi decydentów. Choć znacząca większość z nich – tak, tak, także wypowiedzi Ministra Obrony Narodowej – pokazują obraz wielkiego morskiego złomowiska, to jednak możemy się coraz częściej spotkać z wypowiedziami różnych polityków czy dziennikarzy rozpływających się w wielkości, nowoczesności i skuteczności naszej Floty. Skąd to się bierze?</p> <p style="text-align: justify;">Wojsko ze swoimi tajemnicami, siłą, sprzętem, mundurami, czy wreszcie przystojnymi żołnierzami, zawsze będzie stanowiło dla cywilów obszar niesłabnącego zainteresowania i podziwu. Osoby nie posiadające żadnej wiedzy o specyfice funkcjonowania służby, potrafią zauroczyć się tym, co na twarzach fachowców wywołuje uśmiech czy politowanie. Dotyczy to nie tylko Marynarki Wojennej, ale całej armii i wszystkich służb mundurowych. Podatność ta jest skrzętnie wykorzystywana do kreowania rzeczywistości.</p> <p style="text-align: justify;"><strong>Oswajanie zwierchników</strong></p> <p style="text-align: justify;">Od lat cywilni nadzorcy Sił Zbrojnych – kolejni Ministrowie Obrony Narodowej, bez wyjątku – rozkochiwani byli w czołgach, samolotach, lampasach generalskich, a nawet w wojskowym „moro”. Prym wiódł tutaj, „kupiony” w całości Radosław Sikorski, który nigdy też tego nie ukrywał. Co najzabawniejsze część z tych działań pozyskiwania (przychylności) Ministra, pokazywana była w mediach jako bratanie się z żołnierskim stanem i naoczne poznawanie kierowanych struktur. I tak kolejni zwierzchnicy byli wożeni czołgami, pozwalano im posiedzieć (i nie tylko) w myśliwcach, postrzelać z działa, …, a na koniec zajadali się wojskową grochówką i kaszą. Oczywiście przy tym wszystkim wskazywano jaki ten sprzęt nowoczesny lub nie – w zależności od aktualnych potrzeb, a użytkowanie trudne i wymagające „tajemnej wiedzy”. Po takim przedstawieniu minister już wiedział, że bez tych wszystkich najlepiej wyszkolonych w radzieckich akademiach Generałów, wojsko to nie może funkcjonować i są oni ostoją naszej potęgi. Skąd taki decydent, którego doradcy, albo zakładają stringi na hełm wojskowy, albo są wybitnymi specjalistami od wyznań mniejszościowych, mają wiedzieć, że to wszystko co widzieli i słyszeli jest tylko ułudą?! Tak unowocześniano polską armię. Kto pierwszy zaprosi ministra na strzelanie, ten rozdaje karty.</p> <p style="text-align: justify;"><strong>Miłośnicy wojskowych imprez</strong></p> <p style="text-align: justify;">Coraz częściej do tych rozgrywek zapraszani są także przedstawiciele czwartej władzy. Nie mówię tu o dziennikarzach mediów specjalistycznych, bo jedni związani z resortem mogą być uznani za nieobiektywnych, a drudzy z wydawnictw eksperckich raczej się nie dają zmanipulować, a ponadto mają oni raczej ograniczone grono odbiorców. Pominąć należy tu także mainstream’owych dziennikarzy, którzy już od lat są miłośnikami „wojskowych” imprez integracyjnych i generalskich imienin. W ostatnich miesiącach głównym celem „pozysku” są dziennikarze mediów lokalnych, społecznych czy religijnych, a najlepiej tych „przeciwnych” aktualnej linii politycznej. I tak: dostają „moro”, najfajniej jeżeli „pustynne”, kałacha do potrzymania i …. Wybrani do dłuższej „współpracy” mają szansę nawet na przejażdżkę Leopardem, rejs okrętem podwodnym, czy przelot Casą. Po takich przygodach nie mają już wątpliwości w ocenie niepokonanej, nowoczesnej i wspaniale dowodzonej naszej armii. W następstwie czytamy o naszej wielkiej flocie podwodnej i jej roli w ochronie gazowców, które będą płynąć do Świnoujścia. Przypominam, 4 z 5 naszych okrętów podwodnych za 2 lata osiągnął półwiecze swojej służby i znajdą się w dyspozycji kustosza muzeum.</p> <p style="text-align: justify;">Jest mi wstyd za tych dziennikarzy, którzy jako specjaliści od analizy informacji, zobowiązani do rzetelności dają się wodzić za nos najprostszymi z możliwych technik dezinformacji. W działaniach tych widać jednak sprawność i perfekcyjność kreacji rzeczywistości do dzisiaj skutecznych – jak wiemy, tylko na tym polu – Wojskowych Służb Informacyjnych.</p> <p style="text-align: justify;"><em>Pierwotnie artykuł ukazał się w Gazecie Finansowej, nr 6/2012. </em></p>