Opinie i komentarze

Spisek grup wpływu-Eryk Kłossowski

20 lutego 2012, 13:34 /
Spisek grup wpływu-Eryk Kłossowski
< p style="text-align: justify;"><a rel="attachment wp-att-743" href="http://www.jagiellonski.pl/?attachment_id=743"></a><a rel="attachment wp-att-727" href="http://www.jagiellonski.pl/?attachment_id=727"><img class="alignleft size-medium wp-image-727" title="Eryk Kłossowski" src="http://www.jagiellonski.pl/wp-content/uploads/2011/06/Eryk-Kłossowski-213x300.jpg" alt="" width="213" height="300" /></a>Przebieg negocjacji międzyrządowych oraz prac legislacyjnych nad umową handlową dotyczącą zwalczania obrotu towarami podrobiony, zwaną ACTA, stanowi znamię czasu. Z początkiem XXI wieku wkraczamy w erę kryzysu państwa, demokratycznych instytucji i autorytetu prawa.</p> <p style="text-align: justify;">Elity polityczne i urzędnicze zdają sobie sprawę ze słabości swojej legitymacji oraz niedostosowania instrumentów władzy do wymagań epoki globalizacji odczuwają pokusę sięgania po środki stanowcze, a wiarę w ich skuteczność budują na zaufaniu do ekspertów, którzy na zamówienie rządów tworzą studia, raporty i projekty aktów prawa. Niestety, wskutek nadmiaru zaufania do eksperckiej wiedzy a deficytu zamiłowania do dialogu i debaty, współczesne elity pozwalają sobą nierzadko manipulować grupom wpływu.</p> <p style="text-align: justify;"><strong>Odejście od tradycji parlamentaryzmu</strong></p> <p style="text-align: justify;">Instytut Jagielloński odwołuje się do wartości krzewionych przez Polskę Jagiellonów wśród narodów zamieszkujących region Europy Środkowo-Wschodniej: godności człowieka i rodziny, równowagi praw i obowiązków, wolności osobista i narodowa, poszanowania tradycji i wspólnego dobra. Dlatego stanowczy sprzeciw budzi formuła prac nad umową ACTA przyjęta przez negocjujące rządy oraz instytucje Unii Europejskiej. Nie ma ona nic wspólnego z tradycją parlamentaryzmu, poszanowaniem głosu obywateli przez władze oraz esencją polityki i polityczności, którą jest publiczna debata. Dlatego Instytut wzywa Rząd Rzeczypospolitej Polskiej do powstrzymania się od ratyfikacji budzącej powszechny sprzeciw umowy i poddania jej konsultacjom społecznym.</p> <p style="text-align: justify;"><strong>Redukcja ratyfikacji</strong></p> <p style="text-align: justify;">Zwraca uwagę wyjątkowa skala patologii procesu przedratyfikacyjnego. Nic innego jak tylko grozę budzi sposób, w jaki nad umową pracowały komisje Parlamentu Europejskiego. Istnym kuriozum jest oparcie decyzji przez to wybieralne ciało w oparciu o opinię prawną, której gros wywodów zostało utajnione przed opinią publiczną (opinia SJ-0501/11 D(2011)47454) z dnia 5 października 2011 r. Tak samo najwyższe zdumienie budzi niespotykany zakres umocowania pozbawionego demokratycznej legitymacji międzyrządowego ciała zwanego Komitetem ds. ACTA, którego powołanie przewidziano w art. 36 umowy. W naszej ocenie podstawy działania tego komitetu zostały zarysowane tak, aby wyewoluował on w ciało, które będzie decydowało o dalszym rozwoju nie tylko praktyki stosowania tej umowy (co jest normą w przypadku organizacji międzynarodowych), ale również o zmianach jej treści sprowadzając ratyfikację kolejnych jej zmian przez państwa-sygnatariuszy do czynności li-tylko technicznej.</p> <p style="text-align: justify;"><strong>Nadszarpnięcie zaufania</strong></p> <p style="text-align: justify;">Niezależnie od tego, czy kontrowersje dotyczące szczegółowych rozwiązań prawnych przewidzianych w ACTA są zasadne, czy też pozbawione podstaw, nie można się zgodzić na jawnie lekceważący obywateli sposób komunikacji ze społeczeństwem przyjęty przez Rząd Rzeczypospolitej Polskiej. W obliczu samorzutnie organizującego się ruchu oporu społecznego wobec nowej regulacji na nic się zda wspinanie się na ministerialny piedestał i ogłaszanie, że sprawa została ostatecznie zamknięta decyzją o ratyfikacji umowy. Nadszarpnięcie zaufania obywateli do władz naznaczone wyjątkową arogancją przekazywanych przez Rząd komunikatów bardzo surowo się zemści na dzisiejszych elitach politycznych. Młodzież, która jest grupą najaktywniejszych użytkowników Internetu i która wychowuje się w kulturze dzielenia treści w Sieci, czuje się szczególnie zagrożona nowymi regulacjami. Właśnie ze względu na to, że potencjalnym partnerem w publicznej debacie jest młodzież, Rząd powinien był się odnieść do postulatów społeczności internetowej w wyjątkową wyrozumiałością i troską. Buta, z jaką przeciwnicy ACTA zostali potraktowani, na dłuższą metę przyniesie fatalne skutki wychowawcze i obniży kulturę uprawiania polityki do niespotykanie niskiego poziomu.</p> <p style="text-align: justify;"><strong> Groźba chaosu informatycznego</strong></p> <p style="text-align: justify;">Jednocześnie prawdziwe zagrożenie, związane z zabójczą skutecznością prostych w sumie ataków hakerskich, nie zostało należycie docenione. O powadze lekceważonego przez władze niebezpieczeństwa świadczą trzy argumenty. Po drugie, witryny internetowe jako elementy systemów informatycznych ze swej natury udostępnione użytkownikom spoza struktury jednostki, która jest właścicielem witryny,  stanowią główną drogę do dokonywania włamań mających na celu wykradanie lub usuwanie danych gromadzonych w systemach. Drugi argument to ten, że w społeczeństwie opartym o wiedzę nie można lekceważyć wartości informacji. Nawet chwilowa, nieprzewidziana niedostępność informacji dotyczących działań rządu może prowadzić do chaosu informacyjnego, tym bardziej może doń prowadzić umieszczenie w serwisach informacyjnych rządu fałszywych informacji.</p> <p style="text-align: justify;"><strong>Po co  używać witryny internetowe?</strong></p> <p style="text-align: justify;">Dopóki ślady włamania w postaci podmienionych treści są aż nadto ewidentne, łatwo jest lekceważyć zagrożenie. Pytanie, co się stanie, gdy informacje, na których polegają obywatele i przedsiębiorcy zostaną sfałszowane w sposób misterny: umieszczenie fałszywych aktów prawnych, a nawet dzienników urzędowych, nieprawdziwych informacji prywatyzacyjnych, rzekomych projektów rozporządzeń, nieprawdziwych informacji o decyzjach Rady Polityki Pieniężnej, a nawet fałszywych numerów telefonów do departamentów ministerstw może być elementem skoordynowanego ataku mające na celu już nie danie wyrazu oburzenia przez grupę hackerów, ale wywołanie niepokojów publicznych i manipulację kursami giełdowymi. I wreszcie trzeci, to ten, że zlekceważenie niedostępności witryn informacyjnych agend rządowych to zarazem postawienie pod znakiem zapytania sensu inwestycji ponoszonych przez administrację rządową na informatyzację. Skoro zdaniem przedstawicieli rządu włamania na witryny ministerstw, ABW i CERT nie mają w ogóle znaczenia, to może nie ma sensu utrzymywanie tych witryn w ogóle? Może należy po prostu przekreślić sens jawności życia publicznego i poczynań władz, a witryny internetowe zastąpić na powrót książkami telefonicznymi?</p> <p style="text-align: justify;">&nbsp;</p> <p style="text-align: justify;">&nbsp;</p>