NOWY KWARTALNIK O ENERGII, GOSPODARCE I NOWYCH TECHNOLOGIACH polish energy brief

Morderstwa, gwałty i kanibalizm-Malwina Piekarska

Opinie i komentarze 24 lutego 2012, 11:02
<a rel="attachment wp-att-1014" href="http://www.jagiellonski.pl/?attachment_id=1014"><img class="alignleft size-medium wp-image-1014" title="Malwina Piekarska" src="http://www.jagiellonski.pl/wp-content/uploads/2011/08/Malwina-Piekarska-225x300.jpg" alt="" width="225" height="300" /></a>W grudniowych wyborach prezydenckich w Demokratycznej Republice Konga po raz kolejny zwyciężył Joseph Kabila, ale nie przeszkodziło to jego rywalowi, Etienne Tshisekedi, ogłosić się prawowitym prezydentem 'ludu'. W wyniku starć zwolenników obu stron, śmierć poniosło ponad 30 osób. Sytuacja w kraju obrazuje podział społeczeństwa, ale też potwierdza, iż wojna domowa w Kongo trwa niemalże nieprzerwanie od ponad 40 lat. Szacuje się, iż od 1995 roku, śmierć w wyniku walk, ale też niedożywienia i chorób zakaźnych poniosło nawet ponad 5 milionów obywateli kraju. To największy konflikt na świecie od czasu II Wojny Światowej. &nbsp; Skąd się bierze konfliktowość środkowej części kontynentu afrykańskiego? Adebayo Adedeji, badacz nauk politycznych stwierdził, iż konflikt nie bierze się sam z siebie, z natury społecznej. Jednocześnie błędem jest obarczanie samych konfliktów odpowiedzialnością za problemy Afryki. Konflikty mają swoje podłoże w wielu czynnikach, m.in. wielokrotnych suszach nawiedzających kontynent, które dewastowały oparte na rolnictwie gospodarki. Zmiany, jakie miały miejsce w ekonomicznych środowisku międzynarodowym w latach 80-90tych XX wieku także nie sprzyjały ekonomii środkowoafrykańskiej – coraz gorsze warunki handlowe, ograniczenie dostępu do rynków, rosnące zadłużenie zagraniczne czy proces dezindustralizacji. Czynniki te niewątpliwie miały największy wpływ na pogarszający się stan państw afrykańskich,a te najsłabsze były najbardziej podatne na konflikty na tym gruncie. Sama epoka kolonializmu doprowadziła do dramatycznych skutków ekonomicznych w Afryce, jednak to społeczne konsekwencje tej epoki odcisnęły największe piętno na dzisiejszej sytuacji, zwłaszcza w państwach środowych Afryki. Historia Demokratycznej Republiki Konga (dawny Zair) naznaczona jest konfliktami etnicznymi i permanentnym kryzysem ekonomicznym. DRK dysponuje wieloma surowcami naturalnymi, ma  rozległe tereny uprawne, które w połączeniu z urodzajną ziemią i częstymi opadami powinny dać dobrze prosperującą gospodarkę. Jednakże, DRK to idealny przykład kraju, którego polityka wewnętrzna doprowadziła do upadku i destabilizacji państwa, pomimo dużego potencjału gospodarczego. &nbsp; <strong>Kleptokracja</strong><strong> Mobutu</strong><strong> Sese</strong><strong> Seko</strong> Kongo uzyskało niepodległość od Belgii w 1960 roku. W tym samym roku kraj ogarnęła wojna domowa o dostęp do surowców naturalnych. Dzięki wsparciu ONZ  oraz USA, władzę w kraju przejął generał Mobutu, który zmienił nazwę kraju na Zair, a samego siebie przemianował na prezydenta Mobutu Sese Seko. Jego rządy bardzo szybko przybrały formę autorytarnych. Dyktator starał się zażegnać konflikty, które do tej pory targały krajem. Ale stosowane przez niego  metody skutkowały zamrożoną stabilizacją i doprowadziły do tzw. kryzysu akumulacji. Mobutu postawił w gospodarce na substytucję importu kosztem rozwoju rolnictwa, co w  połączeniu z jawną korupcją doprowadziło kraj do ruiny . Sam Mobutu w czasie swojej prezydentury zgromadził od 5 do 8 miliardów dolarów zlokalizowanych na prywatnych kontach w bankach szwajcarskich. Szacuje się, iż w latach 80-90tych, kongijska gospodarka była na poziomie zerowym: deficyt w handlu zagranicznym był ogromny, produkcja spadała we wszystkich sektorach gospodarki, roczna inflacja stała na poziomie 1000%, dług narodowy był kolosalny, a same pensje głodowe. Takie były oficjalne statystyki. Jednocześnie, co ciekawe, mniej formalne pokazywały, iż społeczeństwo stara się sobie radzić w kryzysie. Farmerzy sprzedawali nieoficjalnie kawę, trzcinę cukrową, czy bawełnę na czarnym rynku i szmuglowali ją do państw sąsiednich po cenach kilkakrotnie wyższych niż te oferowane przez państwo. W okresie zimnowojennym, kraj Sese Seko uważany był za pariasa Zachodu. W zamian za poparcie prozachodnich idei na kontynencie, Zair mógł liczyć na wsparcie ekonomiczne i militarne na wypadek konfliktu. Prawdopodobnie to była główną przyczyną  utrzymania się dyktatora przy władzy przez ponad 30 lat. Sytuacja zmieniła się, gdy rozpadł się Związek Radziecki, a  dotychczasowa polityka Zachodu zaczęła optować na demokratyzacją i poszanowaniem praw człowieka. Okazało się, iż Mobutu nie był skłonny wprowadzać w życie zachodnich wzorców. Społeczeństwo tym samym uzyskało bodziec do większego oporu wobec dotychczasowej władzy. Konflikt w sąsiedniej Ruandzie w latach 90. XX w. doprowadził do masowej migracji ludności Hutu, która w obawie przed prześladowaniami ze strony rządzących Tutsi zdecydowała się osiedlać w południowej części DRK. Zaburzyło to zdecydowanie dotychczasową strukturę etniczną regionu i na tym tle doszło do pierwszych krwawych konfliktów. &nbsp; <strong>Laurent</strong><strong> Kabila</strong><strong> i</strong><strong> rozłam</strong><strong> polityczny</strong> W latach 90tych na scenie politycznej pojawił się Laurent Desire Kabila, który stał na czele Sojuszu Sił Demokratycznych na rzecz Wyzwolenia Konga (AFDLC). Powstańcy rośli w siłę i zaczęli zagrażać władzy Sese Seko. Nawet Nelson Mandela zaangażował się w negocjacje pomiędzy stronami chcąc zapobiec eskalacji konfliktu. Mobutu Sese Seko w obliczu zagrożenia ze strony wojsk powstańczych zdecydował się uciec do Maroka, gdzie wkrótce potem zmarł. Władzę w kraju przejął Kabila przywracając nazwę Demokratyczna Republika Konga. Jak to ma miejsce w większości takich sytuacji, nie trzeba było długo czekać na rozłam wśród nowych sił rządzących. Kabila zakończył współpracę militarną w Ruandą, a co więcej zaczął propagować oficjalną nienawiść wobec osób pochodzenia ruandyjskiego. W konflikt zaangażowało się więcej państw. W obronie bezpieczeństwa, Ruanda dążyła do kontroli nad terytoriami gdzie zlokalizowane były obozy bojowników Hutu (prowincje Kivu i Wschodnie Kasai). Także Uganda w obronie swoich granic zdecydowała się wysłać ok. 10 tysięcy żołnierzy w celu zapobieganiu atakom sił niesprzyjających rządom w tym kraju na cele zlokalizowane w północnej Ugandzie. Dodatkowo, oba państwa zaangażowały się w eksploatacje bogactw naturalnych Konga, zwłaszcza diamentów i koltanu. Koltan to surowiec wykorzystany przy produkcji sprzętu elektronicznego, a DRK jest jego głównym eksporterem na świecie (80% światowej produkcji koltanu pochodzi z DRK). Po stronie DRK opowiedziały się siły Angoli, Namibii i Zimbabwe. Po kilku latach, główny konflikt doprowadził do zawieszenia broni, z wyjątkiem wschodnich prowincji, gdzie przybrał formę walk partyzanckich. Armia ruandyjska oficjalnie wycofała się z terytorium Konga, ale ruandyjskie elity stworzyły coś na kształt sieci przemytniczej wspierając wojskowo, politycznie i gospodarczo swoich bojowników w DRK. &nbsp; <strong>Joseph</strong><strong> Kabila</strong><strong> i</strong><strong> eskalacja</strong><strong> konfliktu</strong> W 2001 roku doszło do zabójstwa Laurenta Kabili, a nowym prezydentem został jego syn Joseph. Po objęciu stanowiska starał się doprowadzić do reform, głównie przy współpracy Banku Światowego oraz Międzynarodowego Funduszu Walutowego. W 2003 roku, po wielu nieudanych negocjacjach, doszło też w końcu do podpisania umowy pokojowej pomiędzy różnymi frakcjami politycznymi, zatwierdzono także tymczasową konstytucję. Mimo znacznej poprawy sytuacji gospodarczej, problem łamania praw człowieka przez siły rządowe pozostał aktualny. Konstytucja obecnie funkcjonującą zatwierdzono w 2006 roku. Daje ona prezydentowi niemalże nieograniczoną władzę. Mimo zmian w ustawodawstwie i rozpisania nowych wyborów, w których ponownie zwyciężył Joseph Kabila, w kraju od początku ścierały się dwie największe grupy militarne: Demokratyczne Siły Wyzwolenia Ruandy (FDLR), złożona z Hutu bojówka partyzancka, która miała duży udział w ludobójstwie w 1995 roku, oraz Narodowy Kongres Obrony Ludu (CNDP), złożony z Tutsi, który połączył się z kongijskimi siłami zbrojnymi. Pomiędzy bojówkami wielokrotnie dochodziło do starć, głównie w rejonach bogatych w naturalne surowce (zwłaszcza w Północnym i Południowym Kivu). Ponad milion obywateli wschodnich prowincji kraju musiało opuścić swoje domy. W tym samym czasie, partyzantka Mai Mai (ugrupowanie, które pierwotnie zostało stworzone przez prezydenta Kabilę), wymknęła się spod kontroli rządu i rozpoczęła czystki etniczne w prowincji Katanga, obejmując kontrolę nad tamtejszym wydobyciem surowców. W 2009 roku, na zaproszenie rządu w Kinszasie, siły ruandyjskie przekroczyły granice Konga by wesprzeć je w walce z FDLR. Mimo częściowego zażegnania konfliktu, nie udało się w pełni opanować sytuacji, zwłaszcza w prowincjach Kivu. Wg szacunków ONZ, od 2009 śmierć ponosi 45 tysięcy ludzi miesięcznie. Raporty mówią o 200 tysiącach zgwałconych kobiet. Ostateczny bilans ofiar kongijskiej wojny domowej to nawet 5 milionów ludzi, część z nich zmarła z powodu niedożywienia, chorób zakaźnych (w tym AIDS). Ponad połowa ofiar to dzieci poniżej 5 roku życia. &nbsp; <strong>Wojny</strong><strong> o</strong><strong> ziemie</strong><strong> i</strong><strong> surowce</strong><strong> naturalne</strong> Niektórzy badacze tematu wskazują, iż przyczyną sytuacji w Kongo jest nieumiejętna polityka zagraniczna, zwłaszcza pomocowa, a tym samym nieumiejętne oszacowanie przyczyn przemocy w kraju. Podczas kiedy międzynarodowe elity próbowały zorganizować demokratyczne wybory w 2006, nie zrobiono nic by zażegnać lokalne konflikty i rozbudowę systemu sądowego. Sam proces wyborczy doprowadził do marginalizacji grup mniejszościowych i tym samym do eskalacji nienawiści etnicznej. To właśnie napięcia w ramach rodzin, klanów, wiosek i prowincji są główną przyczyną konfliktu w Kongo. Napięcia te zaś mają miejsce z powodu już historycznej walki o ziemię i prawa do niej. Podczas konfliktu w Ruandzie wielu właścicieli ziem, którzy brali udział w ludobójstwie po stronie Tutsi uciekali przed sprawiedliwością porzucając swoje domy. Gdy okazało się, iż unikną kar, wracali do nich żądając oddania własności, często odzyskując je silą. Lokalne rządy starały się zażegnać te spory od czasu umowy pokojowej w 2003, ale nadal jest to główna kość niezgody na większości terytorium kraju. Oczywiście, prawo do ziemi oznacza w praktyce także prawo do surowców naturalnych na jej terenie. W regionach północnej Katangi, grupy właścicieli ziemskich osiedliły się wokół miast górniczych prowadząc walki z innymi grupami lub z siłami rządowymi. Korumpowali oni lokalne rządy, a te przymykały oko na ich działalność. Konflikty mają także miejsce pomiędzy ludami tubylczymi i imigrantami z Ruandy (uważanymi wciąż za obcych, mimo iż żyją w Kongo od pokoleń). Wg raportu ONZ, w prowincjach Kiwu na porządku dziennym dochodzi do gwałtów, rabunków, morderstw, a nawet kanibalizmu. Winą obarcza się głównie FDLR. &nbsp; <strong>Odpowiedzialność</strong><strong> międzynarodowa</strong> Międzynarodowi aktorzy powinni jeszcze raz przemyśleć strategię działania wobec sytuacji w Kongo. Dotychczasowe działania na rzecz pokoju w państwie nie przyniosły spodziewanych rezultatów. Do tej pory sądzono iż Kongo wchodzi w fazę post-konfliktową, a wybory rozwiążą wszelkie problemy. Otóż, sytuacja wygląda nieco inaczej: Kongo jest ogarnięte wojną domową, zwłaszcza we wschodnich prowincjach kraju. Lokalne utrzymywanie pokoju jest zadaniem dla sił międzynarodowych, a wybory nie czynią wiele w celu stabilizacji w kraju. Nie wiadomo, kto powinien być odpowiedzialny za zmiany. Z jednej strony powierzenie całości w ręce rządu kongijskiego byłoby błędem. Jest on skorumpowany, a niezależne organizacje nie dysponują funduszami zdolnymi wprowadzić pokojowe programy. Dyplomaci i pracownicy ONZ mają zbyt małe doświadczenie i niewiele sukcesów na tym polu. Jedynym wyjściem wydaje się zatrudnienie lokalnych ekspertów pochodzenia kongijskiego i ruandyjskiego, którym można by zlecić stworzenie profesjonalnych departamentów i instytucji odpowiedzialnych za cały proces. Nie wiadomo jednak czy nie byłoby ty tylko kolejnym zalążkiem do rozwoju korupcji, biurokracji i sporów etnicznych. &nbsp; <strong>Obecna</strong><strong> sytuacja</strong> Mimo wszystko, międzynarodowi obserwatorzy uważają, że od 2006 roku, DRK uczyniło ekonomiczny krok do przodu. W 2010 roku, Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Bank Światowy zredukowały częściowo dług zagraniczny państwa, który został zaciągnięty jeszcze za czasów dyktatury Mobutu Sese Seko. Jednakże, nieumiejętne rozporządzanie budżetem państwowym to nadal duży problem w kraju. Zeszłoroczne wybory pochłonęły kwotę ponad 900 milionów dolarów, głównie z powodu złego planowania i braku dobrych rozwiązań logistycznych. Mimo zorganizowania 63 000 obwodów do głosowania, dostęp do nich był ograniczony z powodu braku infrastruktury, dróg krajowych i środków transportu. W samych  wyborach wzięło udział ponad 11 kandydatów na prezydenta, 18 855 kandydatów do parlamentu reprezentujących ponad 250 ugrupowań partyjnych (co pokazuje jak ogromne rozdrobnienie partyjne jest w kraju, niesprzyjające stabilizacji). Z powodu braku artykułów potrzebnych do głosowania, wszystko począwszy od ulotek i kart do głosowania zostało zakupione w Chinach, Niemczech, Libanie i RPA. Już przed wyborami oskarżano Komisję Wyborczą (CENI) o brak przejrzystych procedur wyborczych. Liderzy opozycji złożyli oficjalne zażalenie na korupcję i fałszerstwa jakich dopuszcza się CENI. Media oskarżono o niesprawiedliwe przyznawanie czasu antenowego – opozycja miała go zdecydowanie mniej od sił rządowych. W samej stolicy banery prezydenta Kabili były wszędzie, trudno jednak było zobaczyć te opozycyjne. Członkowie komitetów wyborczych opozycji, podczas promocji swoich kandydatów, byli obiektami ataków ze strony sił rządzących. W wyborach po raz kolejny zwyciężył Joseph Kabila, ale nie przeszkodziło to jego rywalowi Étienne Tshisekedi ogłosić się także prezydentem wybranym przez większość obywateli. Nie trudno odgadnąć, iż doprowadziło to do odnowienia konfliktu. W wyniku starć z rządowymi siłami specjalnymi śmierć poniosło już ponad 30 osób, wiele zostało aresztowanych. Ocenia się, iż może dojść do kolejnej wojny domowej, która tym razem ogarnie cały kraj. Kongo stoi nad przepaścią, a biernie przygląda się temu cały świat. <em>Pierwotnie artykuł ukazał się w Gazecie Finansowej, nr 7/2012. </em>
Projekt i wykonanie: Sebastian Safian
Używamy cookies w celach funkcjonalnych, aby ułatwić użytkownikom korzystanie z witryny oraz w celu tworzenia anonimowych statystyk serwisu. Jeżeli nie blokujesz plików cookies, to zgadzasz się na ich używanie oraz zapisanie w pamięci urządzenia.
Polityka Prywatności   
OK