NOWY KWARTALNIK O ENERGII, GOSPODARCE I NOWYCH TECHNOLOGIACH polish energy brief

Alternatywa dla Iraku-Michał Jarocki

Opinie i komentarze 27 kwietnia 2012, 10:52
<p style="text-align: justify;"><a rel="attachment wp-att-1824" href="http://www.jagiellonski.pl/?attachment_id=1824"><img class="alignleft size-full wp-image-1824" title="MJarocki1ab" src="http://www.jagiellonski.pl/wp-content/uploads/2012/02/MJarocki1ab.jpg" alt="" width="155" height="198" /></a>Kontrowersje związane z irańskim programem nuklearnym wzbudzają zaniepokojenie praktycznie wszystkich państw regionu Zatoki Perskiej. Każde z nich obawia się siłowego rozwiązania problemu, którego konsekwencje trudno jest jednoznacznie przewidzieć. Wydaje się, że sporo na starciu Iranu z Izraelem oraz wspierającymi go najpewniej Stanami Zjednoczonymi może stracić Irak. Jest to jedno z najważniejszych państw regionu. Ze względu na pokaźne zasoby surowców energetycznych, Irak posiada też duży wpływ na sytuację ekonomiczną na całym świecie. Wszystko wskazuje na to, że to właśnie surowce, a raczej ich eksport, są w tej chwili głównym zmartwieniem władz w Bagdadzie. Jednak czym tak naprawdę są one zaniepokojone?</p> <p style="text-align: justify;"><strong>Jest się czego obawiać</strong> Odpowiedź jest prosta. Chodzi o ryzyko zablokowania Cieśniny Ormuz łączącej Zatokę Perską (oraz znajdujące się na jej wodach irackie porty) z resztą świata. Jej wodami transportowane jest blisko 20 proc. znajdujących się w obrocie zasobów ropy naftowej i gazu ziemnego. Irańskie władze już dawno zapowiedziały, że w odpowiedzi na atak militarny ze strony Izraela całkowicie wstrzymają żeglugę po omawianym akwenie. Trzeba przyznać, że jest się czego obawiać. Szacuje się, że straty finansowe państw regionu (takich jak Irak) z tytułu irańskiej blokady sięgałyby milionów dolarów. Nie wspominając naturalnie o konsekwencjach globalnych w postaci np. wzrostu cen surowców energetycznych na światowych rynkach. O strategicznym znaczeniu Cieśniny Ormuz dla Iraku świadczy fakt, że około 90 proc. państwowego budżetu pochodzi z eksportu surowców energetycznych. Kraj ten dziennie eksportuje ponad 2 mln baryłek ropy (szacowane pokłady irackiej ropy wynoszą 143 mld baryłek, bez złóż w Kurdystanie). Blisko 80 proc. tej ilości transportowana jest właśnie wodami Cieśniny. Nieco gorzej sprawa wygląda w przypadku gazu ziemnego. Co prawda pokłady złóż również w tym przypadku są ogromne (3 bln m3). Jednak ze względu na zły stan infrastruktury przesyłowej eksploatacja surowca utrzymuje się na poziomie 42 mln m3 dziennie.</p> <p style="text-align: justify;"><strong>Dywersyfikacja kierunków eksportu</strong> Właśnie ze względu na duże uzależnienie od niepewnej Cieśniny Ormuz irackie władze postanowiły – na wszelki wypadek – uprzedzić fakty. Bagdad bardzo poważnie rozpatruje możliwość czasowej dywersyfikacji kierunków eksportu swoich surowców. Jak zamierza to zrobić? Bardzo prosto: wystarczy, że uruchomi istniejące, lecz od dawna nie wykorzystywane (albo w bardzo ograniczonym zakresie), ropociągi, wiodące w kierunku zagranicznych portów zlokalizowanych poza Zatoką Perską. Naturalnie w przypadku takiego rozwiązania w grę wchodziłoby angażowanie państw trzecich w charakterze pośredników. To jednak nie powinno stanowić problemu. Jednym z przykładów takich alternatywnych rozwiązań może okazać się ropociąg Kirkuk-Cehyan (Turcja). Ta stara, zbudowana jeszcze w latach 70. zeszłego stulecia instalacja jest w stanie osiągnąć dzienną przepustowość ponad 1,5 mln baryłek ropy naftowej. Jej potencjał nie jest dziś w pełni wykorzystywany. Obecnie transportuje się nim jedynie około 300 tys. baryłek ropy dziennie. Ograniczenie to powstało w skutek wojny w Zatoce z roku 1990 oraz amerykańskiej interwencji w Iraku z 2003 r., a także licznych ataków ze strony rebeliantów w późniejszych latach. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, aby uruchomić pełne moce przepustowe rurociągu.</p> <p style="text-align: justify;"><strong>Irackie władze dostrzegły zagrożenie</strong> Kolejną alternatywą mogą okazać się nieczynne obecnie instalacje, łączące irackie złoża na północy kraju z portami w Syrii oraz Libanie. Za przykład może posłużyć ropociąg Kirkuk-Baniyas, zbudowany jeszcze w 1952 r. Co prawda, wskutek działań wojennych z 2003 r., jego wykorzystanie zostało wstrzymane, jednak już cztery lata później rządy obu krajów podpisały umowę dotyczącą jego naprawy i ponownego uruchomienia (realizacją projektu są podobno zainteresowane firmy rosyjskiego sektora energetycznego). Dzięki jego wykorzystaniu iracka ropa mogłaby trafiać bezpośrednio do Morza Śródziemnego, by stamtąd płynąć tankowcami do portów odbiorczych w południowej Europie. W planach jest też uruchomienie zbudowanego w latach 80. ropociągu, prowadzącego z południa Iraku do saudyjskiego portu Yanbu. Jego eksploatacja została wstrzymana w roku 1990 na skutek inwazji wojsk Saddama Husajna na Kuwejt. W Bagdadzie mówi się też o możliwości budowy całkiem nowego rurociągu, wiodącego do jordańskiego portu Akaba nad Morzem Czerwonym. Wiele wskazuje więc na to, że irackie władze wyraźnie dostrzegają zagrożenie płynące z irańskiego programu nuklearnego. Co więcej, zamierzają przytomnie na nie zareagować. Przestawienie się na naziemne ropociągi wiodące w kierunku Morza Śródziemnego oraz Czerwonego, może okazać się dobrym rozwiązaniem. Pytanie tylko, na jak długo i kiedy Bagdad zacznie płacić pierwsze koszta w postaci, m.in. ataków na instalacje przesyłowe ze strony w dalszym ciągu aktywnych rebeliantów?</p> <p style="text-align: justify;"><em>Pierwotnie artykuł opublikowano w "Gazecie Finansowej", nr 16/2012. </em></p>
Projekt i wykonanie: Sebastian Safian
Używamy cookies w celach funkcjonalnych, aby ułatwić użytkownikom korzystanie z witryny oraz w celu tworzenia anonimowych statystyk serwisu. Jeżeli nie blokujesz plików cookies, to zgadzasz się na ich używanie oraz zapisanie w pamięci urządzenia.
Polityka Prywatności   
OK