NOWY KWARTALNIK O ENERGII, GOSPODARCE I NOWYCH TECHNOLOGIACH polish energy brief

Uzbecko-tadżycka gra polityczna-Michał Jarocki

Opinie i komentarze 11 maja 2012, 11:25
<a rel="attachment wp-att-1824" href="http://www.jagiellonski.pl/?attachment_id=1824"><img class="alignleft size-full wp-image-1824" title="MJarocki1ab" src="http://www.jagiellonski.pl/wp-content/uploads/2012/02/MJarocki1ab.jpg" alt="" width="155" height="198" /></a> Oficjalnie powodem wstrzymania przesyłu gazu do Tadżykistanu była niewydolność uzbeckiego systemu energetycznego. Ze względu na ogromne zakontraktowane dostawy surowca do Chin (10 mld m3 rocznie), Uzbekneftegaz nie był w stanie w pełni relaizować dwóch kontaktów jednocześnie. I po problemie. Dokładnie tak chciałoby się rzec na wieść od wznowieniu dostaw uzbeckiego gazu ziemnego do Tadżykistanu. Wszystko wróci do normy. W czym tkwił problem? 1 kwietnia br. państwowy koncern gazowy Uzbekistanu Uzbekneftegaz wstrzymał całkowicie przesył cennego surowca do wschodniego sąsiada, stawiając go w bardzo trudnym położeniu. <strong>Kraj uzależniony od sąsiadów</strong> Wybierając „opcję chińską” Taszkient kierował się czynnikami ekonomicznymi oraz perspektywą większych zysków płynących z zaspokojenia energetycznego zapotrzebowania ChRL kosztem Tadżyków. Co więcej, Uzbecy mogli pozwolić sobie na takie posunięcie, gdyż umowa zawarta z tadżyckim koncernem energetycznym TajikTransGaz na dostawy surowca (na dostawę 45 milionów m<sup>3</sup>) wygasała wraz z końcem marca. Wstrzymując dostawy gazu, Uzbekistan nie łamał więc żadnego prawa, gdyż nowe porozumienie nie zostało wówczas jeszcze zawarte. Co na to wszystko Tadżykistan? Nie da się ukryć, że władze w Duszanbe nie były zadowolone. Wystarczy wspomnieć o kilku niezbyt korzystnych dla nich faktach. Ich kraj uznaje się za najbiedniejszą z piętnastu byłych sowieckich republik, wewnętrzny system energetyczny jest przestarzały i niewydolny (i to pomimo tego, iż kraj dysponuje własnymi, niemałymi, pokładami ropy naftowej i gazu ziemnego). Na domiar złego Tadżykistan jest państwem śródlądowym, a to oznacza bardzo duże uzależnienie od sąsiadów, zwłaszcza w kwestii przesyłu surowców i produktów użytku codziennego. <strong>Utrudnione dostawy gazu</strong> Nic więc dziwnego, iż wstrzymanie dostaw uzbeckiego gazu zostało przyjęte w Tadżykistanie z obawami. Kraj ten jest bowiem do tego stopnia uzależniony od surowców z zachodu, że kwietniowy „kryzys” mógł bardzo mocno zaszkodzić państwowej gospodarce, w tym dwóm największym firmom: producentowi cementu Tajik Cement oraz aluminium Tajikistan Aluminium Company (TALCO), których produkty odpowiadają za połowę krajowego eksportu w skali rocznej. Nic więc dziwnego, że Duszanbe zależało na jak najszybszym rozwiązaniu problemu. Tak też się stało 11 kwietnia. Tego dnia doszło do podpisania nowego kontraktu gazowego pomiędzy obydwoma krajami. Na mocy porozumienia, dostawy surowca do Tadżykistanu zostały zabezpieczone do końca roku. Uzbekneftegaz zobowiązał się do przesyłu łącznie stu pięćdziesięciu pięciu milionów m<sup>3</sup> gazu, za cenę wynoszącą dwieście sześćdziesiąt cztery dolary za m<sup>3</sup>. Całą sprawę można by uznać za zamkniętą, gdyby nie jeden szczegół, tzw. drugie dno. Wersja z koniecznością wstrzymania dostaw gazu ze względu na konieczność realizacji chińskiego kontraktu jest oczywiście dobra. Szkoda tylko, że nieprawdziwa. A przynajmniej nie do końca. Wiele wskazuje na to, że za całym zamieszaniem stały kwestie polityczne. <strong>Trudne stosunki </strong> Relacje na linii Taszkent-Duszanbe nigdy nie były idealne. Od uzyskania niepodległości przez obydwa państwa na początku lat ’90 zeszłego stulecia, wzajemne stosunki oraz współpraca w regionie psute były obustronnymi oskarżeniami, szantażami oraz wymianą politycznych ciosów. Wydarzenia z początku kwietnia były jedynie kolejną odsłoną wieloletniej rywalizacji. O co rzecz się rozbija? O energetykę. Ale nie tą opartą na ropie naftowej lub gazie ziemnym. Chodzi o planowaną do budowy zaporę wodną na rzece Wachsz, przebiegającej przez tereny południowo-wschodniego Kirgistanu oraz północno-zachodniego Tadżykistanu. Jej wody stanowią nie tylko źródło wody pitnej, lecz także zapewniają żyzność okolicznym glebom. Dlaczego rzeka ma tak duże znaczenie w omawianym przypadku? Dlatego, że pozwalają na irygację ziem uprawnych znajdujących się po uzbeckiej stronie granicy, stając się podstawą funkcjonowania rolnictwa w tym kraju. Warto w tym miejscu dodać, że blisko 75% społeczeństwa Uzbekistanu utrzymuje się z pracy na roli. <strong>Problematyczna sprawa</strong> W czym więc problem? W tym, że planowana do zbudowania zapora Rogun (jeżeli zostanie ukończona, będzie największą tego typu budowlą na świecie, liczącą 335 metrów) może zupełnie zmienić dotychczasowy stan rzeczy. Rogun ma w przyszłości stać się hydroelektrownią, zapewniającą Tadżykistanowi duże zapasy taniej energii elektrycznej. Taszkent obawia się jednak, że funkcjonowanie zapory pozbawi nawodnienia uzbeckie ziemie i doprowadzi do zniszczenia pól uprawnych oraz ogromnych strat sektora rolnego. Uzbekistan powołuje się w tym przypadku na przykład Jeziora Aral, które kurczy się w zastraszającym tempie, właśnie ze względu na próby sztucznego kontrolowania jego dopływów. Z perspektywy uzbeckich władz taka sytuacja byłaby mocno problematyczna. Straty finansowe i problemy społeczne w sytuacji, gdyby wody Wachszy przestały irygować ziemie na zachodzie kraju, byłyby ogromne. Co więcej, kontrolując przepływ wody wzdłuż tak istotnej dla całego regionu rzeki, władze w Duszanbe uzyskałyby bardzo silne narzędzie nacisku na Taszkent, z którego z pewnością skorzystałyby w przypadku – teoretycznego na chwilę obecną – nowego sporu z sąsiadem. Nic dziwnego, że Uzbecy starają się zapobiec takiej ewentualności. <strong>Ocena ryzyka</strong> Władze Uzbekistanu od lat zabiegają o wstrzymanie prac budowlanych na Wachsze. Powołują się w tym miejscu na wyniki prac sejsmologów, wykazujące że region, w którym ma powstać zapora jest podatny na ruchy płyt tektonicznych. Argument ten, podobnie jak inne zabiegi Taszkientu, jest jednak każdorazowo odrzucany przez Tadżyków (twierdzą oni, iż występujące w regionie drgania skorupy ziemskiej o sile 6 stopni w skali Richtera, nie stanowią zagrożenia dla zapory). Nie zarzucające broni władze w Taszkencie oddały całą sprawę pod ocenę organizacji międzynarodowych, w tym Banku Światowego. Podmiot ten ma przyjrzeć się całemu projektowi oraz ocenić rzeczywiste ryzyko wynikające z możliwego występowania w przyszłości wstrząsów sejsmicznych. Jest to tym bardziej istotne jeżeli weźmie się pod uwagę fakt, iż BŚ rozważa wyłożenie środków finansowych na pokrycie części kosztów realizacji projektu. <strong>Działania w tle?</strong> Skąd jednak podejrzenia, że Uzbeckie władze mogłyby wykorzystać kwestię uzależnienia energetycznego sąsiada do rozwiązania problemu zapory? Może stąd, że w przeszłości zdarzały się już podobne tego typu ruchy. Tadżykistan – jak już mówiono – jest państwem śródlądowym. Jest tym samym mocno uzależniony od swoich sąsiadów również w kwestii transportu importowanych towarów. Jedną z najwygodniejszych do nie dawna dróg transportowych było połączenie kolejowe południa kraju z Uzbekistanem. Problem w tym, że Taszkent od dłuższego czasu stara się wykorzystywać ten fakt dla własnych potrzeb. Od kilku miesięcy bowiem dochodzi do czasowego wstrzymywania ruchu kolejowego wspomnianą trasą. Powodów było wiele: remont torów, niebezpieczeństwo transportowanych dóbr (możliwość kradzieży w drodze), czy niewyjaśnione i trudne do zweryfikowania ataki terrorystyczne (jedna z najnowszych przyczyn). Na dodatek w ostatnich tygodniach do prasy przedostała się informacja o tym, iż Uzbecy rozpoczęli prace związane z rozbiórką wykorzystywanego do tej pory torowiska, lakonicznie tłumacząc się jedynie potrzebą jego modernizacji i/lub przeniesienia  w inne rejony (z jakich powodów? Nie wiadomo). <strong>Block out energetyczny</strong> Niejako przewidując możliwość wstrzymania dostaw gazu ziemnego w kwietniu, tadżyckie władze postanowiły odpowiednio się na taką okoliczność zabezpieczyć. Jeszcze w marcu podpisały bowiem porozumienie z Turkmenistanem na dostawy  surowca z tego państwa w wielkości dwustu milionów m<sup>3</sup>. W tym miejscu pojawił się jednak kolejny problem. Uwarunkowania geograficzne sprawiają, że wszelkie dostawy gazu z Turkmenistanu muszą przechodzić przez terytorium południowego Uzbekistanu. Jakikolwiek transfer surowca pomiędzy Aszchabadem a Duszanbe uzależnione jest więc od „dobrej woli” Uzbeków. Ci jednak byli w tym przypadku jej pozbawieni i na takie rozwiązanie się nie zgodzili. <em>Suma sumarum</em> zakontraktowane ilości gazu ziemnego nie trafiły do Tadżykistanu, stawiając ten kraj wobec widma całkowitego block-outu energetycznego (nawet przy normalnych dostawach uzbeckiego gazu jedynie południe Tadżykistanu nie odczuwa problemów w odbiorze prądu – reszta kraju dysponuje takim luksusem jedynie przez kilka godzin dziennie). Podpisanie nowego kontraktu gazowego potwierdza jedynie argument mówiący o tym, że całe energetyczne zamieszanie motywowane było względami politycznymi. Trudno bowiem zrozumieć stanowisko Uzbeckich władz, które na początku miesiąca twierdzą, iż nie są w stanie dostarczyć sąsiadowi źródła energii, by po dwóch tygodniach niespodziewanie podpisywać kolejną umowę. Zwłaszcza jeżeli weźmie się pod uwagę, że dostawy gazu do Tadżykistanu odpowiadają jedynie za 10% eksportu uzbeckiego surowca. <strong>Polityka energetyczna</strong> Sprawa przybiera jeszcze innego wymiaru, jeżeli weźmie się pod uwagę fakt osobistej niechęci jaką darzą się głowy obydwu państw, a także perspektywę odbywających się niedługo wyborów prezydenckich w Tadżykistanie. Wydaje się, że wykorzystanie przez Uzbeków narzędzia energetycznego w postaci dostaw gazu ziemnego, mierzone było nie tylko na, powiedzmy, przywołanie sąsiada po porządku, ale także na podminowanie pozycji politycznej obecnego tadżyckiego prezydenta Emomaliana Rahmona i odciągnięcie od niego części zwolenników. Czy plan się udał? Czas pokaże. Jedno jest pewne, obserwatorzy uzbecko-tadżyckiej gry politycznej z całą pewnością jeszcze przez długi czas nie będą się nudzić. <em>Pierwotnie artykuł opublikowano w "Gazecie Finansowej</em>", nr 17/18/2012. &nbsp;
Projekt i wykonanie: Sebastian Safian
Używamy cookies w celach funkcjonalnych, aby ułatwić użytkownikom korzystanie z witryny oraz w celu tworzenia anonimowych statystyk serwisu. Jeżeli nie blokujesz plików cookies, to zgadzasz się na ich używanie oraz zapisanie w pamięci urządzenia.
Polityka Prywatności   
OK