NOWY KWARTALNIK O ENERGII, GOSPODARCE I NOWYCH TECHNOLOGIACH polish energy brief

Arktyka w globalnych stosunkach międzynarodowych - Michał Jarocki

Opinie i komentarze 1 czerwca 2012, 16:09
Sytuacja geopolityczna wokół Arktyki nie jest łatwa do opisania. Tematem przewodnim jest – naturalnie – rywalizacja poszczególnych państw regionu o prawo do eksploatacji bogatych złóż surowców energetycznych, zlokalizowanych pod dnem Oceanu Arktycznego. To jest cel podstawowy, wokół którego wszystkie zaangażowane strony starają się koncentrować swoje siły i środki. Niedociągnięciem byłoby jednak stwierdzenie, że w arktycznej grze mocarstw nie ma miejsca na inne zjawiska. Temat sporów terytorialnych na dalekiej północy jest o wiele bardziej skomplikowany, zarówno jeżeli chodzi o motyw, jak i graczy. Energetyka, choć dominująca, nie jest jedynym powodem, dla którego w ostatnich latach Arktyka, z nieco zapomnianego zimnego zakątka kuli ziemskiej przeistoczyła się w jeden z najważniejszych obszarów stosunków międzynarodowych i to o znaczeniu globalnym. <strong>Życie polityczne Arktyki</strong> Tematami z pozoru tylko postronnymi są również takie kwestie, jak środowisko naturalne, handel międzynarodowy czy turystyka. Dopiero zebrane razem dają uważnemu obserwatorowi możliwość pełnej oceny tego, co dzieje się na Biegunie Północnym. Z drugiej strony mamy też wspomnianą już kwestię graczy. Tę możemy rozpatrywać wielopoziomowo. Z jednej strony są główni aktorzy rywalizacji, a więc państwa, tzw. Arktycznej Piątki (A5), tj. Dania, Kanada, Norwegia, Rosja oraz Stany Zjednoczone. Wszystkie te podmioty, ze względu na swą bezpośrednią styczność geograficzną z omawianym regionem, a także największą siłę angażowania się w spory, nadają prym wydarzeniom na dalekiej północy, a także w największym stopniu je kształtują. Błędem byłoby jednak ograniczanie „aktorów” tylko do A5. W końcu do grona państw regionu zaliczają się także trzy pozostałe: Finlandia, Islandia oraz Szwecja. Podmioty te również – chociaż w zdecydowanie mniejszym stopniu – angażują się w życie polityczne Arktyki, biorąc udział w wielonarodowych spotkaniach ciał politycznych (np. Rady Arktycznej) lub też w postaci działań bilateralnych, na mocy dwustronnych porozumień. <strong>Zasoby dalekiej północy</strong> To też jeszcze nie koniec. Arktyka bowiem to nie tylko problem państw regionu. Ze względu na rosnące znaczenie energetyczne i finansowe tej części świata, naturalne jest, że zainteresowanie nią wyraża coraz więcej graczy nie mających dotąd żadnych interesów na dalekiej północy. Mowa tu przede wszystkim o krajach azjatyckich, takich jak Chiny, Japonia czy Korea Południowa, a także o Unii Europejskiej. Każde z nich działa na podstawie własnych, indywidualnych pobudek. Dla Azjatów wolna od lodu Arktyka to akwen, którego wodami płynąć mogą tysiące ton różnego rodzaju towarów, handlowanych pomiędzy Atlantykiem a Pacyfikiem. Do tego dochodzi jeszcze kwestia wspomnianych złóż ropy naftowej oraz gazu ziemnego. Rosnące zapotrzebowanie energetyczne wielu państw azjatyckich (a zwłaszcza Chin), zmusza je do poszukiwania nowych źródeł tych cennych surowców. Dziewicza pod względem eksploatacji, lecz niezwykle ponętna jeżeli chodzi o zasoby daleka północ, to wręcz tzw. must have dla wielu azjatyckich polityków, nie tylko tych urzędujących w Pekinie. <strong>Środki zaradcze UE</strong> Unia Europejska postrzega Arktykę nieco odmiennie. Naturalnie kwestia energetyczna jest dla Brukseli bardzo istotna. Dywersyfikacja źródeł surowców to od niedawna wręcz priorytet unijnych polityków (a przynajmniej na papierze). W tym przypadku jednak UE koncentruje swe nadzieje na obszarze Morza Barentsa i systematycznie odkrywanych na jego obszarze bogatych złóż (wraz z pierwszymi udanymi doświadczeniami eksploatacyjnymi), zwłaszcza w norweskiej części akwenu. Innym obszarem, na którym Unia koncentruje swoje działania, jest kwestia środowiskowa. Przyszłość Arktyki, to m.in. nieunikniony wzrost aktywności czynnika ludzkiego w regionie – zarówno w postaci ekip eksploatujących ropę i gaz, lecz także jako załogi flot handlowych transportujących towary pomiędzy Europą a Azją oraz turystów skuszonych możliwością zwiedzenia jednego z najmniej eksplorowanych zakątków kuli ziemskiej. Do tego doliczyć trzeba wzrost liczby mieszkańców terenów północnych w państwach, takich jak Kanada, Stany Zjednoczone czy Rosja, wynikający np. z rozbudowy portów morskich oraz miast wzdłuż północnych wybrzeży. Bruksela jest zaniepokojona możliwością pogorszenia warunków ekologicznych na dalekiej północy i stara się silnie lobbować w celu podejmowania odpowiednich środków zaradczych, nad którymi trzeba pochylić się już teraz, nie czekając, aż omawiane zagrożenia rzeczywiście będą miały miejsce. <strong>Trzech z pięciu</strong> Jeżeli zaś chodzi o państwa odgrywające pierwszoplanowe role w Arktyce, a więc wspomnianą już Arktyczną Piątkę, ich motywacje i cele podejmowanych działań również odróżniają się od siebie. Koncentrując swą uwagę na trzech z pięciu graczy (Danii, Kanady oraz Norwegii), można doszukać się wielu indywidualnych motywów, stojących za podejmowanymi przez ich rządy decyzjami. Nie oznacza to naturalnie, że zaangażowanie Kopenhagi, Ottawy i Oslo na dalekiej północy nie posiada również i wspólnego mianownika. Aspiracje wszystkich trzech graczy koncentrują się wokół kilku zasadniczych kwestii. Najważniejszą są surowce energetyczne. Każde z państw rości sobie prawa do kontrolowania poszczególnych złóż zlokalizowanych w pobliżu ich wybrzeży. W przypadku Danii są to tereny wokół Wyspy Hansa. Ten maleńki, liczący zaledwie kilka kilometrów kwadratowych, fragment lądu, znajduje się w równej odległości pomiędzy kontrolowaną przez Kopenhagę Grenlandią, a kanadyjską Wyspą Ellsmera, dokładnie po środku Cieśniny Naresa. Obydwa państwa deklarują, że posiadają prawo do wyspy. Nie chodzi jednak o to, aby nią zarządzać, a o to, by móc swobodnie eksploatować złoża ropy i gazu, znajdujące się pod dnem morskim w jej pobliżu. Spór ciągnie się już od wielu lat i można podejrzewać, że obydwie strony zaczną niebawem przejawiać wolę jego rozwiązania. Doprowadzić to może do ostatecznej decyzji o podziale wyspy, a także wspólnej eksploatacji znajdujących się wokół niej skarbów. <strong>Polityka impasu</strong> Kanadyjczycy nie ograniczają się jednak w swoich roszczeniach do Wyspy Hansa. Od lat prowadzą też dyskusję ze Stanami Zjednoczonymi o delimitacji stref wpływów na Morzu Beauforta. A raczej nie tyle o samym podziale, co wykorzystanej w tym celu metodzie. Obydwie strony wysuwają propozycję odmiennych zasad, w oparciu o które sam proces miałby przebiegać. Zarówno Ottawa, jak i Waszyngton starają się przy tym ugrać jak największą część morza dla siebie. Taka polityka prowadzi do impasu, z którym mamy do czynienia obecnie. Niewykluczone jednak, że również w tym przypadku może dojść do kompromisu, albo przynajmniej pewnej formy współpracy. Kanada dosyć wyraźnie podnosi też kwestię kontrolowania wód Przejścia Północno-Zachodniego. Ciągnący się wzdłuż całego północnego wybrzeża tego państwa szlak wodny, ma w przyszłości prowadzić statki handlowe, kierujące się w stronę Cieśniny Beringa, a następnie aż do wód Pacyfiku. Ottawa rości sobie prawo do możliwości monitorowania ruchu morskiego, odbywającego się wzdłuż omawianej trasy, tak, aby móc skutecznie interweniować na wypadek nieprzewidzianych zdarzeń oraz decydować o tym, jakie statki (i okręty) mogą wpływać na jej wody. <strong>Prawo morza</strong> Przeciwnego zdania jest szereg państw, ze Stanami Zjednoczonymi na czele. Deklarują one, że wody Przejścia powinny zostać umiędzynarodowione. Powołują się przy tym na argument, mówiący o szczególnym znaczeniu szlaku dla całej ludzkości. Ponadto zwracają uwagę na złą – ich zdaniem – interpretację przepisów prawa międzynarodowego, w tym zapisów Konwencji ONZ o Prawie morza, jakiej mieliby dopuścić się Kanadyjczycy. Wyjątkiem spośród omawianej piątki, pozostaje Norwegia. Jako jedyna stanowi dowód na możliwość skutecznej i pokojowej realizacji własnych aspiracji terytorialnych. Przykładem jest w tym przypadku pozytywne rozwiązanie z Rosją kwestii wytyczenia wyłącznych stref ekonomicznych na Morzu Barentsa, co pozwala Oslo na spokojne i niczym nie zakłócone wydobycie surowców z przynależnych mu złóż. Na chwilę obecną Norwegowie nie przejawiają żadnych dodatkowych roszczeń terytorialnych względem regionu. <strong>Ochrona ekosystemu</strong> Poza walką o złoża, omawiane państwa koncentrują się także na ochronie obszaru arktycznego przed tym, co go czeka w przyszłości. Wzrost obecności człowieka w regionie, to zagrożenie dla jego ekosystemu. W tym celu wszystkie strony arktycznych sporów starają się współdziałać tak, aby odpowiednio przygotować się na różnego rodzaju sytuacje kryzysowe, które mogą się wydarzyć. Mowa tu przede wszystkim o negatywnych skutkach różnego rodzaju katastrof związanych ze środkami transportu (np. awaria samolotu pasażerskiego lub kolizja statków transportowych na morzu). Dlatego też tak istotne jest przygotowanie zarówno pod względem umiejętności, jak i wykorzystywanego sprzętu, ekip ratowniczych i stworzenie wspólnego regionalnego systemu ratownictwa i reagowania kryzysowego, działającego poprzez współpracę i dzielenie się doświadczeniami oraz nabytymi umiejętnościami. <em>Pierwotnie artykuł opublikowano w "Gazecie Finansowej", nr 21/2012. </em>
Projekt i wykonanie: Sebastian Safian
Używamy cookies w celach funkcjonalnych, aby ułatwić użytkownikom korzystanie z witryny oraz w celu tworzenia anonimowych statystyk serwisu. Jeżeli nie blokujesz plików cookies, to zgadzasz się na ich używanie oraz zapisanie w pamięci urządzenia.
Polityka Prywatności   
OK