Opracowanie: Rosyjsko-niemiecki plan zagraża interesom Polski i Unii Europejskiej

Analiza 31 lipca 2015, 10:39

[caption id="attachment_3122" align="alignleft" width="300" caption="Gazociąg Nord Stream. Grafika: Gazprom"][/caption] Portal EurActiv.pl informuje, że minister finansów Niemiec Wolfgang Schauble przedstawił propozycję zmian prerogatyw Komisji Europejskiej. Między wierszami można przeczytać, że chodzi o zablokowanie śledztwa Komisji przeciwko Gazpromowi. Ministerstwo Finansów Niemiec poinformowało wczoraj (30 lipca), że minister Wolfgang Schäuble chciałby odebrania Komisji Europejskiej części uprawnień w dwóch dziedzinach. Chodzi o postępowania antytrustowe oraz, szczególnie ważne obecnie dla Niemiec, wymuszanie przestrzegania przez kraje członkowskie dyscypliny budżetowej – podaje EurActiv.pl. Jak czytamy w portalu, zdaniem Schaublego Komisja Europejska jest bardziej upolityczniona a jej uprawnienia w zakresie walki z monopolami mógłby przejąć nowy urząd na wzór Federalnego Biura ds. Kartelów. Jeżeli jego szefem zostałby Niemiec, to moglibyśmy liczyć na powtórzenie korzystnych dla Rosji rozstrzygnięć. Federalna Agencja ds. Sieci Gazowej nie miała problemu z monopolem Gazpromu na część niemieckich gazociągów – OPAL i NEL – które rozprowadzają gaz z gazociągu Nord Stream, co pozwala częściowo omijać tradycyjne kraje tranzytowe na czele z Ukrainą, do których jednak należy także Polska. Więcej na ten temat w dalszej części publikacji. Komisja Europejska zgodziła się jedynie na częściowe zwolnienie tych instalacji spod reguł antymonopolowych, a wobec agresji rosyjskiej nad Dnieprem nie zgodziła się na dalsze ustępstwa. Tych jednak nadal domaga się niemiecki regulator. Jest to tym ważniejsze w kontekście nowego planu Gazpromu. Wobec problemów z realizacją gazociągu Turkish Stream do Turcji oraz braku szans na szybki zwrot eksportu gazu do Chin, Rosjanom zostaje rozbudowa Gazociągu Północnego, jeżeli nadal chcą zrezygnować z tranzytu przez nieprzyjazną im Ukrainę. Gazprom zapłacił już 56 mld rubli na odkupienie udziałów europejskich firm w projekcie South Stream, który został anulowany ze względu na opór Komisji. Na rury, których część dotarła do wybrzeży Bułgarii, firma przeznaczyła 130 mld rubli. Wydał także 300 mld z całkowitego kosztu 715 mld rubli na budowę Korytarza Południowego czyli sieci gazociągów potrzebnych do dostarczenia surowca na wybrzeże Morza Czarnego, skąd byłby słany dalej planowanym gazociągiem Turkish Stream, który jednak nie jest budowany ze względu na opór Turcji. Rosyjska spółka zainwestowała także 59 mld rubli w budowę dwóch platform wydobywczych na złożu Sztokman. Ten projekt został jednak porzucony w dobie rewolucji łupkowej w USA, która zmniejszyła jego rentowność. Wiedomosti podsumowują te straty na kwotę co najmniej 2,4 bln rubli, czyli tyle, ile obecnie jest wart na rosyjskiej giełdzie konkurencyjny Rosnieft. – Gazprom stał się ofiara miłości do megaprojektów – stwierdza Walerij Nesterow ze Sbierbanku. – Ale wszyscy wykonawcy jego projektów: Arkadij Rotenberg, Giennadij Timczenko i Manasira Zijad zarobili – przypomina Michaił Korczemkin z East European Gas Analysis. Mimo to ministerstwo energetyki Rosji przekonuje, że Gazprom samodzielnie sfinansuje swoje projekty, na czele z transgranicznymi połączeniami gazowymi jak wymienione wyżej gazociągi oraz dwa chińskie projekty: Siła Syberii 1 i 2. Minister Aleksander Nowak przyznaje jednak, że Moskwa rozważa pozyskanie finansowania dla projektów LNG z Azji. Ministerstwo gospodarki Rosji poinformowało 28 lipca, że wydobycie Gazpromu w tym roku może spaść do 414 mld m3 i będzie to liczba najniższa w historii firmy. Jeszcze w maju Gazprom przekonywał, że po zeszłorocznym spadku do 444 mld m3 ponownie zwiększy wydobycie do 450 mld m3 rocznie. Ministerstwo gospodarki przypomina jednak, że te szacunki zostały opublikowane przed informacją o spadku PKB w Rosji o 4,2 procent, który zmniejszył zapotrzebowanie na gaz w kraju. Pozostałe czynniki to sankcje zachodnie przeciwko Rosjanom z tytułu ich agresji na Ukrainie oraz spadek cen ropy naftowej. Gazprom przestał w tym roku publikować comiesięczne raporty o wydobyciu gazu. Eksport do Unii Europejskiej i Turcji spadł o 6,2 procent do 66,8 mld m3 w pierwszej połowie roku ze względu na zmniejszoną konsumpcje oraz większe zużycie zapasów z magazynów. Zdaniem resortu eksport gazu z Rosji wyniesie w tym roku 164,6 mld m3 czyli o 5,5 procent mniej w stosunku do zeszłego roku. Średnia cena gazu w okresie styczeń-maj 2015 spadła do 249,7 dolarów za 1000 m3 w stosunku do analogicznego okresu w zeszłym roku, kiedy wyniosła 335,7 dolarów. Utrzymaniu wpływów w Europie z pominięciem starego szlaku tranzytowego ma służyć w pierwszym rzędzie projekt Nord Stream 2, który skusił już firmy europejskie: Shell, E.on i OMV. Za nimi mogą pójść rządy w Amsterdamie, Niemczech i Wiedniu tradycyjnie optymistycznie nastawione do współpracy z Rosjanami. Wpisywałoby się to w plan Berlina zakładający uczynienie z Niemiec nowego hubu gazowego pozwalającego Rosjanom ominąć inne kraje tranzytowe a Niemcom zarabiać na tranzycie przez ich terytorium. Infrastruktura jest stopniowo przygotowywana do realizacji tego scenariusza. Rosjanie wykupują udziały w kolejnych gazociągach i magazynach gazu w kraju Angeli Merkel. Gazprom zamierza zrestrukturyzować swoje aktywa zagraniczne ze względu na zmiany polityczne i gospodarcze. Wynika to z raportu Gazprom Germania – spółki zrzeszającej firmy działające w 20 krajach na całym świecie, także w Polsce. Firma informuje, że ze względu na „napiętą sytuację geopolityczną oraz niskie ceny ropy naftowej” zwolniła gospodarka Rosji. Dlatego Gazprom jest zmuszony do restrukturyzacji. Część biznesu w Europie zostanie usunięta. Gazprom Germania wspomina w tym kontekście o firmach w Serbii, Szwajcarii, Serbii i Wielkiej Brytanii. Ich działalność miała być utrudniona przez czynnik polityczny, na przykład sprzeciw Londynu wobec budowy magazynów gazu przez należącą do Gazprom Germania firmę Wingas Storage UK. Gazprom Germania nie uzyskał zgody niemieckiego regulatora na projekt budowy nowych stacji tankowania pojazdów na gaz (NGV) w RFN. W raporcie rocznym spółki zależnej od rosyjskiego Gazpromu pojawiła się informacja, że Federalna Agencja Sieci nie wyraził zgody na budowę nowych stacji do napełniania pojazdów paliwem gazowym. Firma odwołała się od tej decyzji do Wysokiego Sądu Regionalnego Dusseldorfu. Chciała powiększyć ilość stacji w Niemczech z 28 do 35 w tym roku. Tymczasem Gazprom Germania radzi sobie dobrze w Polsce. Firma Solbus, Lider Trading oraz Gazprom Germania wygrały przetarg Urzędu Miasta Warszawy na dostawy 35 autobusów na LNG dla Miejskich Zakładów Autobusowych. Gazprom ma zapewnić paliwo i stacje do tankowania. Działalność tego typu spółek także może znaleźć się pod lupą Komisji, jeśli utrzyma swoje uprawnienia. Plan Schaublego nie został skomentowany przez Komisję Europejską. Jeżeli jednak zostałby zrealizowany, Niemcy mogliby zahamować także wyciągnięcie konsekwencji wobec Gazpromy w sytuacji, gdy nie odniósłby się on w sposób zadowalający do zarzutów Komisji względem jego działalności w Europie Środkowo-Wschodniej. Bruksela zarzuca Gazpromowi nadużywanie pozycji monopolisty poprzez nieuczciwe oferty cenowe, nieuprawniony wpływ na infrastrukturę europejską i dzielenie rynku na segmenty ze stratą dla klientów tej firmy. KE dała Gazpromowi kilkanaście miesięcy na ustosunkowanie się do tych zarzutów. Jeżeli Rosjanie nie spełnią wymagań, czeka ich kara pieniężna w wysokości do 10 procent globalnych obrotów. O ile Komisja, a konkretnie komisarz ds. konkurencji Margrethe Vestager, utrzymywała nieprzejednane stanowisko wobec rosyjskiego koncernu, to już Niemiec na czele nowego europejskiego urzędu może być bardziej przychylny wzorem krajowych instytucji. - Ten temat będzie w pełni dyskutowany na powakacyjnym spotkaniu Rady UE w konfiguracji ministrów finansów, 11 i 12 września br. Holendrzy także zapowiadają, że uczynią z niego jeden z priorytetów swojej prezydencji w pierwszej połowie 2016 r. – informuje EurActiv.pl. Dlaczego Holendrzy popierają pomysł? Złoże gazu Groningen w Holandii ma dostarczać gospodarce 20-30 mld m3 surowca rocznie do 2020 roku. Od 40 do 60 mld m3 gazu trafiać będzie do tego czasu do Niemiec, Wielkiej Brytanii, Włoch, Belgii i Francji. Daje to razem od 60 do 90 mld m3 rocznie. Problemy złoża mogą sprawić, że powstanie luka, którą będą chcieli wypełnić Rosjanie. W 2013 roku po licznych trzęsieniach ziemi w okolicach złoża Holandia zdecydowała o zmniejszeniu wydobycia rocznego do 49 mld m3 w 2020 roku. Ta decyzja spowodowała wzrost ceny gazu ziemnego na giełdach o 20 procent. Z Groningen wydobyto już 2 bln m3. Do wydobycia pozostało około 700 mld m3 tego surowca. Na wypadek zablokowania wydobycia z tego największego złoża przygotowuje się już holenderskie Gasunie. Podpisało porozumienie z Portami Groningen w sprawie budowy infrastruktury na potrzeby uruchomienia dostaw LNG do portu Ems na północ od złoża i gazociągów niezbędnych do dostarczenia surowca do systemy przesyłowego. Tymczasem Gazprom poinformował, że podpisał z Gasunie memorandum o współpracy przy rozwoju małoskalowego handlu LNG. Chodzi o wspólne poszukiwania narzędzi do promocji LNG w holenderskim przemyśle morskim, transporcie i handlu detalicznym. Rosjanie chcieliby sprzedawać swój gaz skroplony na rynek holenderski. Takie rozwiązanie pozwoliłoby pozyskać klientów dla gazu z osłabionego sankcjami zachodnimi projektu Jamał LNG Novateku, gdzie ma trafiać także gaz Gazpromu. Być może kiedyś, przy sprzyjających warunkach, rozwój takiego handlu pozwoliłby na zmianę charakteru planowanego terminala Baltic LNG w Obwodzie Kaliningradzkim z importowego na eksportowy. Te szanse wzrosłyby dodatkowo, gdyby spełniły się nadzieje Rosjan na sprzedaż gazu skroplonego do Hiszpanii, która planuje rozwijać pośrednictwo w handlu gazem skroplonym. Te plany będą jednak zagrożone w razie rozwoju importu amerykańskiego LNG do Europy, którego ekspansja jest bardziej prawdopodobna w dobie taniej ropy naftowej, obniżającej ceny gazu skroplonego w Azji i zwiększającej konkurencyjność rynku europejskiego.. Jeżeli jednak ze złoża Groningen przestanie nagle płynąć gaz, na przykład wskutek skutecznych protestów organizacji ekologicznych znanych z sektora łupkowego w Europie, zmniejszą się istotnie dostawy także dla Niemiec, Wielkiej Brytanii, Włoch, Belgii i Francji. Rosjanie także zapełniliby z chęcią tę lukę. Byłaby ona wspaniałą okazją do urentownienia zapowiedzianej w ostatnim czasie rozbudowy gazociągu Nord Stream o dwie nowe nitki. Istniejąca nadprzepustowość gazociągu o mocy 55 mld m3 rocznie może być na razie usunięta tylko poprzez ustępstwa Komisji Europejskiej w sprawie dostępu Gazpromu do odnóg – OPAL i NEL (35 i 20 mld m3 rocznie). Rozwiązaniem byłby jednak także powrót do koncepcji budowy kolejnej odnogi do Wielkiej Brytanii, wobec której Londyn zachowywał do tej pory rezerwę. Jednak w wypadku śmierci Groningen może zrewidować swoją opinię razem z pozostałymi stolicami – Berlinem, Rzymem, Brukselą i Paryżem. Gazociągowe dostawy od Gazpromu, także poprzez tanią ropę naftową, mogą skutecznie konkurować z alternatywnymi dostawami przy użyciu tankowców, ale także z cenami z europejskich giełd. Kraje mogą przyjąć różne stanowiska wobec takiej polityki Rosjan. Pomimo dostępu do giełd, Niemcy zwiększyli w czerwcu dostawy od Gazpromu o 20,2 procent chcąc zmaksymalizować zysk z tytułu taniejących dostaw, których cena jest indeksowana do wartości baryłki Brent. Wygrała cena. Z kolei Ukraińcy zrezygnowali z dostaw z Rosji ze względu na zbyt małą obniżkę oferowaną przez Gazprom. Wolą kupować surowiec w porównywalnej cenie na giełdach europejskich i sprowadzać go rewersem. Wygrała polityka gazowa państwa. Niewykluczone, że po zakończeniu projektu Nord Stream 2 w okolicach 2019 roku Rosjanie zaczęliby lobbing za budową nowej nitki do Polski lub przekierowania tranzytu gazu z Gazociągu Jamalskiego do Nord Stream. W 2022 roku kończy się umowa na dostawy od Gazpromu dla PGNiG. Sukces Rosjan podważyłby rentowność gazoportu budowanego przez Polskie LNG oraz plany zwiększania importu surowca od nowych dostawców. Poza ewentualnymi skutkami długofalowymi wynikającymi z przedstawionego planu, krótkofalowo powoduje on kryzys solidarności energetycznej w ramach Unii Europejskiej, który skutecznie neutralizuje starania Warszawy i innych stolic zainteresowanych uniezależnieniem od surowców z Rosji, co jest na rękę Moskwie. Zagraża on postulatom polskim zawartym w koncepcji Unii Energetycznej. Polacy domagają się właśnie zaangażowania Komisji Europejskiej w międzyrządowe negocjacje gazowe. Jeżeli Berlin zablokuje takie rozwiązania, w koncepcji zostaną jedynie promowane przez niego postulaty promocji polityki klimatycznej i odnawialnych źródeł energii, co byłoby na rękę Berlinowi. Jeżeli sojusz niemiecko-rosyjski w energetyce stanie się faktem, Polska będzie jedną z jego ofiar. Wojciech Jakóbik

Projekt i wykonanie: Sebastian Safian
Używamy cookies w celach funkcjonalnych, aby ułatwić użytkownikom korzystanie z witryny oraz w celu tworzenia anonimowych statystyk serwisu. Jeżeli nie blokujesz plików cookies, to zgadzasz się na ich używanie oraz zapisanie w pamięci urządzenia.
Polityka Prywatności    Jak wyłączyć cookies?
OK