Kister: Europa opamięta się, gdy będzie już za późno

Opinie i komentarze 16 września 2015, 07:47

Nie nazywam ich ani uchodźcami, ani imigrantami. Z prostego względu: nie wiemy, kim są ci ludzie. (…) Nazywam ich najeźdźcami — mówi dr Łukasz Kister, był oficer kontrwywiadu, ekspert ds. bezpieczeństwa z Collegium Civitas. Kister w rozmowie z „Polska The Times” zwraca uwagę na to, że państwa Europy nie mają żadnych narzędzi, by rzetelnie ocenić i poznać, kogo przyjmują w swoje granice. Skąd pochodzą, z jakich rodzin, czym się wcześniej zajmowali, czego szukają w Europie - ucieczki przed wojną, poprawy sytuacji ekonomicznej czy jeszcze czegoś innego? Nie mają z sobą żadnych dokumentów, nie mówią w europejskich językach, nie da się z nimi porozumieć, a w większości oni nawet nie chcą się z nami porozumiewać — mówi dr Kister. I dodaje: Nazywam ich najeźdźcami. Mamy do czynienia z inwazją setek tysięcy ludzi z innego kręgu kulturowego i religijnego, bez próby zastanowienia się, kim oni są, skąd przybywają i najważniejsze - co zrobić z nimi dalej? — czytamy. W ocenie eksperta Instytutu Jagiellońskiego polityka europejska Europa w tej kwestii jest niemal samobójcza. Europa wcale nie ma na nich pomysłu. Zajmuje się tylko gaszenie drobnych pożarów - stwierdza, że trzeba ich nakarmić, dać zasiłki, porozdzielać po krajach członkowskich, dać im dach nad głową. Ale co, jak już ten dach nad głową im zapewnimy? — zastanawia się dr Kister. Jak przekonuje, najgorszym, a zarazem najprawdopodobniejszym scenariuszem jest to, że część z tych ludzi zasili szeregi organizacji terrorystycznych. Europa sama sobie zgotuje ten los. I opamięta się, gdy będzie już za późno. (…) Na razie wiemy tyle - od wysokiego komisarza ONZ - że ponad dwie trzecie z nich to mężczyźni w sile wieku. Podnosi się argument, że powinniśmy przyjmować uchodźców, bo i nas w czasie II wojny światowej przyjmowano na całym świecie. Zgadza się, ale przed wojną uciekały głównie kobiety, dzieci, starcy. Mężczyźni walczyli. Pytam więc: czemu dziś większość „uchodźców” to młodzi, zdrowi mężczyźni? — pyta dr Kister. I dodaje: Mamy do czynienia z medialno-polityczną nagonką na tych, którzy są przeciwni. Gdyby jeszcze władza rozmawiała z nami poważnie, komunikowała: „Sytuacja jest taka i musimy ją tolerować”, to nie czułbym, że ktoś z nas kpi. Tymczasem na nas wręcz wymusza się miłość do najeźdźców — czytamy. W wywiadzie pojawia się również wątek innych państw arabskich, które odwracają się plecami do problemu uchodźców. Kuwejt, Zjednoczone Emiraty Arabskie czy Arabia Saudyjska to są najbogatsze kraje na świecie. Zdawałoby się, że powinni przyjąć swoich braci w wierze - przecież to też muzułmanie, Arabowie, poza tym - przecież na to ich stać. (…) Proszę spojrzeć: współbracia w wierze, wyznawcy Mahometa, są przewidujący i ostrożni, nie chcąc przyjmować „uchodźców”, którzy zbyt się od nich różnią. A my, Europejczycy, z chrześcijańskiej cywilizacji, mamy się tych różnic nie bać? Ja się bardzo boję — kończy Kister. Źródło: Polska The Times/wpolityce.pl

Projekt i wykonanie: Sebastian Safian
Używamy cookies w celach funkcjonalnych, aby ułatwić użytkownikom korzystanie z witryny oraz w celu tworzenia anonimowych statystyk serwisu. Jeżeli nie blokujesz plików cookies, to zgadzasz się na ich używanie oraz zapisanie w pamięci urządzenia.
Polityka Prywatności    Jak wyłączyć cookies?
OK