Substytut (czarnego) złota-Krystian Kowalewski

Od najdawniejszych czasów rdzenni mieszkańcy Kolumbii Brytyjskiej zdawali sobie sprawę z ogromnych złóż złota, znajdujących się w ich sąsiedztwie. Dopiero jednak w drugiej połowie XIX w., zachęceni ochoczym skupowaniem „połyskujących kamyków” przez handlarzy z Fortu Kamloops, dostrzegli w eksploatowaniu pozornie zbytecznych kopalin dochodowy interes. Niestety, posiadane przez Indian technologie nie pozwalały na rozpoczęcie wydobycia w ilościach, które zadowalałby kolonizatorów. Wiadomość o bogactwach naturalnych rejonu rzeki Fraser w bardzo szybkim tempie dotarła do Europy, powodując masowy napływ „poszukiwaczy złota”, zachęconych perspektywą szybkiego wzbogacenia się. W ten oto sposób rozpoczęła się jedna z najsłynniejszych „gorączek złota”, trwająca bez mała dziesięć lat.

Błękitne paliwo
Nie bez przyczyny rozpoczynam swój wywód od nawiązania do owej historii. Nie sposób bowiem nie dostrzec w niej podobieństw do obecnej sytuacji w Europie Wschodniej. Złoto zostało jednak zastąpione gazem łupkowym. Choć w początkowym okresie obecności w polskich mediach tematu paliwa z łupków osadowych mogło się wydawać, że obfitość rodzimych złóż jest zjawiskiem wyjątkowym w regionie, wydarzenia z drugiej połowy ubiegłego roku kreują zupełnie odmienny obraz. O obfitych pokładach gazu łupkowego zapewniają od dłuższego czasu również litewscy geolodzy. Wedle szacunków litewskiego ministerstwa energetyki, w perspektywie dziesięciu lat uda się tam uruchomić wydobycie wystarczające Litwinom nawet na okres 50 lat. W dodatku złoża naszego północnego sąsiada znajdują się w znaczącej części na głębokości do dwóch kilometrów, podczas gdy w Polsce obecność błękitnego paliwa stwierdza się w rejonie czwartego kilometra. Rząd litewski zapowiada rozpisanie konkursu, który wyłoni spółkę odpowiedzialną za oszacowanie faktycznego stanu złóż, a następnie zajmie się ich eksploatacją. Jednocześnie trwają zabiegi dyplomatyczne, mające na celu zachęcenie do współpracy na polu energetycznym spółek amerykańskich.

Konflikt rosyjsko-ukraiński wisi w powietrzu
1 września ub.r. doszło w Kijowie do podpisania umowy, w myśl której koncern Shell zainwestuje 800 mln dol. w poszukiwanie złóż gazu łupkowego na Ukrainie. Kwota uzależniona jest w dużej mierze od wyników poszukiwań, które w początkowej fazie wyglądają bardzo obiecująco. Obecnie prowadzi się poszukiwania na sześciu działkach w rejonie Charkowa, jednak Shell zakłada, że w perspektywie czasu będzie w stanie wydobywać od 8 do 10 mld m3 rocznie, głównie w rejonie Doniecka i wspomnianego Charkowa. Choć trwają jeszcze potwierdzające badania, rząd ukraiński szumnie zapowiada, że posiada największe w Europie złoża gazu łupkowego. Obok umowy z Shellem, trwają ciągle negocjacje z Chevronem i ExxonMobil. Premier Mykola Azarow zaznaczył, że obecnym celem rządu będzie renegocjacja umowy gazowej z Rosją, tak, aby zapowiadaną na najbliższy rok dostawę gazu podzielić na trzy części. Dodatkowo, znaczącemu ograniczeniu ulec mają przyszłe zakupy od Gazpromu (z 41 mld m3 w 2011 do 27 mld m3 w 2012 r.). Rosjanie twierdzą jednak, że obecna umowa uniemożliwia Ukrainie zejście poniżej 33 mld m3 dostaw rocznie. Ukraińcy, nie godząc się na taki stan faktyczny, zaznaczający zawyżoną, w ich mniemaniu, cenę m3 gazu, grożą Gazpromowi arbitrażem. Ukraiński minister energetyki Jurij Bojko stwierdził, że ukraińska gospodarka nie pozwala na trwanie przy umowie z Gazpromem na obecnych warunkach i – w razie konieczności-istnieje możliwość zastąpienia gazu węglem, którego obfite złoża Ukraina posiada.

Zaradni Bułgarzy
Duże złoża gazu łupkowego znajdują się w rejonie miast Łowecz i Plewen, w północnej Bułgarii. Szacowane na 1000 mld m3 mogą, według słów Trajko Trajczowa, bułgarskiego ministra ds. energetyki, zaspokoić energetyczne potrzeby kraju nawet na 300 lat! Przetarg w celu wydania koncesji na wydobycie wygrał w maju koncern Chevron, oferując za niego30 mln euro (300 razy więcej niż otrzymali Polacy za mniejszy obszar poszukiwań!). Tak rażącą dysproporcję polskie ministerstwo środowiska stara się tłumaczyć troską o pieniądze podatników, bowiem ryzyko związane z poszukiwaniami spada w takim przypadku na koncerny, które ponoszą również wszystkie koszty operacyjne. Skarb państwa pozostaje natomiast właścicielem ewentualnych złóż. Krytycy polskiego modelu zwracają jednak uwagę, że przynosi on państwu zbyt małe dochody, a stała danina ustalana w drodze przetargu, tak jak ma to miejsce w Bułgarii, jest dla państwa rozwiązaniem dużo korzystniejszym. Umowa z Chevronem jest trzecią z regulujących kwestii wydobycia gazu łupkowego w Bułgarii; dochód dla państwa z dwóch poprzednich umów już w maju 2011 r. wynosił 25 mln euro. Z tej kwoty 4 mln przeznaczono na ochronę środowiska przed ewentualnymi zagrożeniami, wiążącymi się z eksploatacją złóż. Należy jednak pamiętać, że 18 stycznia br. bułgarski parlament przegłosował zakaz prowadzenia prac z zakresu szczelinowania hydraulicznego, co oznacza wstrzymanie poszukiwań gazu łupkowego na tak długo, jak regulacja ta obowiązuje.

Wzrost polskich szans przed arbitrażem
Czy można już mówić o wschodnioeuropejskiej „łupkowej gorączce”? Z całą pewnością przeobrażeniu ulega zastany układ, w którym ceny dostaw gazu były dyktowane przez monopolistę znad rzeki Moskwy. Wraz z upowszechnieniem się gazu łupkowego, jak i innych alternatywnych dla rurociągów dostaw, w znacznym stopniu zwiększać się będzie energetyczna niezależność państw, co przyniesie ze sobą szereg nowych możliwości. Obecny układ stosunków energetycznych, ze wszystkimi zmiennymi, znacząco zwiększa polskie szanse przed arbitrażem z Gazpromem, a jego rezultat będzie z pewnością precedensem wykorzystanym przy ewentualnym arbitrażu Gazpromu z Ukraińcami. Pamiętać trzeba jednak, że gwałtowna eksploatacja złóż złota w rejonie rzeki Fraser doprowadziła pod koniec lat 60. XIX wieku do gwałtownej zapaści ekonomicznej, spowodowanej wyczerpaniem się złóż. Złe doświadczenia niekoniecznie muszą się powtarzać.

Pierwotnie artykuł ukazał się w Gazecie Finansowej, nr 6/2012.