Wolność słowa ma fundamentalne znaczenie dla demokracji – Krystian Kowalewski

Swego czasu absorbowała amerykańską opinię publiczną sprawa Larry’ego Flynta, który na łamach swojego pisma „Hustler” zniesławił pastora Jerrego Falwella, cenionego wówczas teleewangelistę. Parafrazując popularną reklamę napoju alkoholowego, Flynt insynuował, jakoby Falwell odbył w przeszłości kazirodczy stosunek seksualny. Na dole strony zamieszczono trudną do odczytania informację, że opisanej historii „nie należy traktować poważnie”. Ława przysięgłych uznała wówczas, że przedstawiona opowieść, ze względu na swoją irracjonalność, nie czyni z Flynta winnego zniesławienia, jednak wyrządził on Falwellowi „krzywdę emocjonalną”, za co ukarano go grzywną w wysokości 150 tys. $. Sąd Najwyższy, rozpatrujący odwołanie Flynta, wydał jednak wyrok korzystniejsze dla pozwanego. „Pod rządami I Poprawki nie ma czegoś takiego, jak fałszywa idea” stwierdził William Rehnquist, prezes Sądu Najwyższego i ceniony autorytet prawniczy. W jego rozumieniu, nieskrępowana strachem możliwość swobodnego wyrażania opinii na wszystkie tematy mieszczące się w sferze publicznego zainteresowania ma znaczenie fundamentalne dla demokracji.

Być może nie potrzebujemy w Polsce aż tak górnolotnej interpretacji wolności słowa. Helsińska Fundacja Praw Człowieka, wspólnie z Izbą Wydawców Prasy i Stowarzyszeniem Gazet Lokalnych rozpoczęły niedawno kampanię na rzecz wykreślenia z polskiego kodeksu karnego artykułu 212, regulującego kwestię zniesławienia. Zasadność istnienia w kodeksie karnym przepisu, na mocy którego od dłuższego czasu nie zapadły wyroki pozbawienia wolności kwestionuje również Europejski Trybunał Praw Człowieka. W Strasburgu właśnie znajduje finał zasadnicza większość spraw o występek z kontrowersyjnego artykułu. Można się tylko domyślać, jaką wizerunkową krzywdę wyrządza państwu polskiemu tak duże natężenie bliźniaczych niemalże pozwów. Tracimy również pod względem finansowym- każda przegrana sprawa wiąże się z odszkodowaniem.

Inicjatywa Fundacji Helsińskiej nie jest pierwszą wymierzoną przeciw kontrowersyjnemu zapisowi. W 2009 Ministerstwo Sprawiedliwości zobowiązało się do nowelizacji artykułu 212, deklarując min. zniesienie kar pozbawienia wolności. Próżno jednak szukać akceptacji dla tego typu pomysłów w Parlamencie. 25 września 2009 Sejm przyjął nowelizację kodeksu karnego, redukując z dwóch do jednego roku pozbawienia wolności maksymalny wymiar kary dla osoby pomawiającej za pośrednictwem środków masowego przekazu. Jest w działaniu parlamentarzystów metoda, bowiem znaczna większość oskarżeń z artykułu 212 ma niemal tożsamy powód. Oskarżonymi są w dużej mierze dziennikarze publikujący informacje niewygodne dla polityków, głownie szczebla lokalnego. Na firmującym akcję Fundacji Helsińskiej portalu wykresl212kk.pl znaleźć można historie osób, które doświadczyły upokorzeń związanych z procesem o zniesławienie. Do osób tych dołączył ostatnio Jarosław Kaczyński, skierowany na badania psychiatryczne w procesie o zniesławienie Janusza Kaczmarka.

Nie należy poddawać w wątpliwość prawnej ochrony, jaką należy zapewnić osobom, których dobre imię zostało zniesławione w skutek publikacji nieprawdziwych informacji. W Polsce osobom publicznym niejednokrotnie bezkarnie wmawiano już szpiegostwo, zatajanie majątku, czy też przestępstwa seksualne. Ochronę taką gwarantują zapisy kodeksu cywilnego. Artykuł 212, którego cenzurotwórczą (a co za tym idzie sprzeczną z konstytucją) rolę podkreślał wielokrotnie ETPC, urasta zatem do roli „bata” na niepokornych dziennikarzy, blogerów, czy autorów komentarzy na stronach internetowych. Co gorsza, dzieje się to przy pełnej akceptacji legislatywy.

Pierwotnie tekst ukazał się w „Gazecie Finansowej”, nr 40/2011.