Opinie i komentarze

Bombowa dyplomacja-Michał Jarocki

16 marca 2012, 12:28 /
Bombowa dyplomacja-Michał Jarocki
< strong></strong><a rel="attachment wp-att-1824" href="http://www.jagiellonski.pl/?attachment_id=1824"><img class="alignleft size-full wp-image-1824" title="MJarocki1ab" src="http://www.jagiellonski.pl/wp-content/uploads/2012/02/MJarocki1ab.jpg" alt="" width="198" height="252" /></a>Dokładnie 13 lutego bieżącego roku światowe serwisy informacyjne rozgrzały się do czerwoności, informując swych odbiorców o zorganizowaniu serii zamachów terrorystycznych, których celem byli przedstawiciele dyplomatyczni Izraela. W zamyśle ich autorów mieszkańcy New Delhi i Tbilisi mieli stać się świadkami mrożących krew w żyłach scen eksplozji, paniki, cierpienia oraz śmierci. Plan udał się jedynie połowicznie, a na dodatek forma jego realizacji pozostawiła za sobą szereg pytań i niewiadomych. W wyniku zamachu w indyjskiej stolicy poważne obrażenia ciała odniosła żona attache wojskowego Izraela akredytowanego w tym państwie. Dodatkowe lżejsze obrażenia odniósł kierowca auta, którym się poruszała, a także kilka osób postronnych. Wydarzenia w Tbilisi obrałyby zapewne ten sam wymiar, gdyby ochrona ambasady w porę nie wykrywał ładunku wybuchowego umieszczonego pod spodem należącego do izraelskiej misji auta. <strong>Cicha wojna specsłużb</strong> Świeżo po zamachu, gdy świat zaczęły obiegać pierwsze opinie i komentarze na temat opisanych omawianych wydarzeń, Izraelskie władze oskarżyły o organizację zamachów Iran. Premier Izraela, Beniamin Netanjahu, bez cienia wątpliwości stwierdził, iż za wydarzeniami w New Delhi oraz Tbilisi stoją irańskie służby wywiadowcze oraz współpracujący z nimi bojówkarze z uznawanej za organizację terrorystyczną libańskiej partii politycznej - Hezbollah. Na pierwszy rzut oka reakcja i ocena premiera Izraela wydaje się logiczna. Cicha wojna pomiędzy izraelskimi a irańskimi służbami specjalnymi trwa w najlepsze od lat, o czym świat ma sposobność dowiadywać się co jakiś czas przy okazji podobnych do tych powyżej wydarzeń. Najświeższym znanym aktem tej rywalizacji była jeszcze do niedawna seria zamachów mierzonych w eliminację czołowych postaci irańskiego programu nuklearnego (ostatnia ofiara to Mostafa Ahmadi Roshan, dyrektor ośrodka wzbogacania uranu w Natanz, który zginął w styczniu bieżącego roku w wyniku eksplozji ładunku wybuchowego przyczepionego do jego auta), o które Teheran podejrzewa Izrael oraz współpracujące z nimi Stany Zjednoczone. Stąd też pewność Netanjahu, iż za aktami terroru w Indiach oraz Gruzji stoją żądni zemsty Irańczycy. Zwłaszcza, iż świeżo po zamachu na Roshana prezydent Iranu, Mahmud Ahmadineżad, zapewnił iż wydarzenie to, podobnie jak poprzednie, nie pozostanie bez proporcjonalnej reakcji ze strony Teheranu. <strong>Wyjątkowa nieudolność</strong> Rozumowanie izraelskiego premiera – o ile zrozumiałe – wydaje się być zbyt oczywiste i nie daje odpowiedzi na kilka nasuwających się pytań. Naturalnie, zamachy w New Delhi oraz (nieudany) w Tbilisi bez wątpienia idealnie wpisują się w słowa prezydenta Ahmadineżada i mogą być traktowane  - hipotetycznie – jako metoda pomszczenia śmierci irańskich naukowców. Podobnie jak wydarzenia sprzed kilku tygodni w Azerbejdżanie, gdzie także próbowano zaatakować pracowników jednego z przedstawicielstw dyplomatycznych Izraela, czy nieudany zamach bombowy w stolicy Tajlandii – Bangkoku sprzed kilku dni. Pierwszą cechą wspólną wszystkich ataków zdaje się być ich wyjątkowa nieudolność. Poza New Delhi, gdzie samochód misji dyplomatycznej stanął w płomieniach, pozostałe zamachy okazywały się pechowe lub wyjątkowo źle zaplanowane. Wspomniane już wykrycie ładunku wybuchowego przez w Tbilisi to tylko jedna z wpadek irańskich (?) zamachowców. Kolejną jest bowiem aresztowanie przez azerskie służby bezpieczeństwa trójki mężczyzn w stolicy  kraju – Baku, podejrzewanych o przygotowywanie zamachu na serie izraelskich obiektów kulturowych oraz przedstawicielstw dyplomatycznych w mieście, w tym samego Ambasadora. Cała trójka podejrzewania jest o działania z inspiracji irańskiego wywiadu. Do tego wszystkiego dodać należy ostatnie wydarzenia w Bangkoku, gdzie planujący swój atak napastnicy zostali powstrzymani przez serię niefortunnych zbiegów okoliczności, a także własną niekompetencję, przejawiającą się przykładem jednego z zamachowców. Sayed Murabi, stracił obydwie nogi w wyniku nieprzewidzianej eksplozji przenoszonej przez siebie bomby. Co więcej, sam zamach w New Delhi również nie może zostać uznany za całkowicie udany. Cel ataku – żona attache obrony – przeżył w dużej mierze dlatego, iż zamachowiec umieścił ładunek wybuchowy po złej stronie samochodu, co w ostateczności zmniejszyło jego siłę rażenia. <strong>Czy to rzeczywiście Irańczycy?</strong> Analizując poszczególne przypadki indywidualnie, nie sposób nie zadać sobie pytania o to, czy za omawianymi zamachami rzeczywiście stoją Irańczycy. Jest bowiem zastanawiające, czy irańskie służby specjalne oraz współpracujący z nimi Hezbollah, rzeczywiście nie są w stanie dokonać skutecznej eliminacji obranego przez nich celu? Czy zaliczenie serii kompromitujących wpadek, kosztujących służby nie tylko wizerunek, lecz śmierć, kalectwo lub areszt dla samych wykonawców, jest prawdopodobne w przypadku tego typu podmiotów ? Z ocenie autora taka sytuacja jest mocno wątpliwa. Drugą zastanawiającą kwestią jest dobór miejsca ataków, zwłaszcza w przypadku Indii. Kraj ten od lat uznawany jest za jednego z ważniejszych partnerów handlowych Iranu, importującego ogromne ilości irańskiej ropy naftowej i wzmacniając tym samym – finansowo – władze w Teheranie. Wobec powyższego faktu utrzymanie poprawnych relacji z New Delhi powinno stanowić jeden z priorytetów irańskiej polityki zagranicznej. Dlatego też dokonanie zamachu terrorystycznego w centrum dzielnicy dyplomatycznej indyjskiej stolicy, w odległości zaledwie kilkuset metrów od rezydencji premiera kraju Manmohana Singha, wydaje się mało pragmatycznym podejściem. Zwłaszcza w kontekście najwyraźniej źle przeprowadzonej selekcji wykonawców ataków. Trudno z kolei podejrzewać irański wywiad o taką niekompetencję. <strong>Naturalny cel</strong> Trzecią rzeczą budzącą wątpliwość jest wybór celów ataku. Misje dyplomatyczne wraz z ich pracownikami oraz różnego rodzaju ośrodki promujące izraelską kulturę i historię stanowią – naturalnie - idealny cel działań terrorystycznych, mających na celu ugodzenie w prestiż państwa Izrael. Jednak czy są to odpowiedni „ofiary” mające stanowić zemstę za przytoczone wcześniej przypadki eliminacji naukowców zaangażowanych w irański program nuklearny? Jest to mocno wątpliwe. O wiele skuteczniejsze propagandowo, a także bolesne dla samych Izraelczyków, okazałyby się zamachy dokonane na ich własnym terytorium, których celem byłyby czy to budynki instytucji rządowych, cz przyciągające setki cywilów centra religijne lub kulturowe (o siedzibach i centralach służb wywiadowczych nie wspominając). Tego typu ataki – co naturalne – z pewnością okazałyby się o wiele trudniejsze do przeprowadzenia. Trudno jednak obejść się wrażeniu, iż owiane legendą irańskie służby wywiadowcze byłyby w stanie przeprowadzić skuteczne zamachy terrorystyczne na wybrane obiekty rządowe (lub cywilne) na terytorium samego Izraela. Zwłaszcza w kontekście faktu, iż kilkadziesiąt procent społeczeństwa tego państwa stanowią, w tym przypadku potencjalnie łatwi do zmanipulowania Muzułmanie, reprezentowani głównie przez mniejszość palestyńską. <strong>Kto ma interes w zamachach?</strong> Powyższe niewiadome budzą szereg wątpliwości, które utrudniają jednoznaczne oskarżenie Iranu o zorganizowanie i/lub przeprowadzenie niedawnych aktów terroru. Nie można bowiem wyzbyć się wrażenia, iż zarówno dobór celów, miejsc oraz narzędzi ataków, nie wspominając już o jakości i przeprowadzenia, nie wskazuje na Teheran jako ich zleceniodawcę. Jeżeli jednak to nie Irańczycy stoją za wydarzeniami mającymi miejsce na przestrzeni ostatnich tygodni i miesięcy, to kto? Kto taki mógłby mieć interes w oczernianiu i nadawaniu tonu propagandzie czarnego PRu, wykorzystywanej jako sposób walki z irańskim reżimem? Odpowiedź wydaje się być oczywista, choć każdy powinien udzielić jej sobie sam. Pomimo tego, iż również i ona może okazać się nieprawdziwa, z całą pewnością powinna zostać potraktowana jako głos w dyskusji. <em>Pierwotnie artykuł opublikowano w Gazecie Finansowej, nr 9/2012. </em>