Opinie i komentarze

Tomkiewicz: KPO – dyskutujmy o gospodarce, a nie o polityce

4 maja 2021, 09:48 /
Tomkiewicz: KPO – dyskutujmy o gospodarce, a nie o polityce

Sytuacja polityczna wokół Krajowego Planu Odbudowy robi się coraz bardziej pasjonująca i niestety zamiast skupić się na skutkach KPO dla polskiej i europejskiej gospodarki, dyskusja poszła w stronę awantury politycznej. Warto przyjrzeć się KPO chłodnym okiem ekonomisty i trochę ostudzić polityczne emocje – pisze prof. Jacek Tomkiewicz z Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie.

 

Przede wszystkim trzeba zauważyć zasadniczą zmianę na polu europejskiej polityki finansowej. KPO jest częścią europejskiego Instrumentu na Rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności, który to program po raz pierwszy w historii UE zostanie sfinansowany długiem zaciągniętym na poziomie całej UE. Co za tym idzie każdy Polak, Niemiec czy Włoch, oprócz długu publicznego własnego kraju będzie miał teraz dodatkowe zobowiązanie wynikającego z tego, że jest obywatelem UE. W związku z tym w kolejnych budżetach Wspólnoty będą musiały się znaleźć wydatki na obsługę tego długu. Będą to tylko odsetki od wyemitowanych euroobligacji, kapitał będzie rolowany prawdopodobnie przez następne kilkadziesiąt lat. Bzdurą jest jednak mówienie, że teraz Polacy będą spłacać np. greckie długi. Spłacać, a dokładnie ponosić bieżące koszty obsługi długu, będą wszystkie kraje członkowskie. Jeśli więc już ktoś może narzekać to Niemcy, czy Holendrzy, którzy są płatnikami netto i jednocześnie niemieckie czy holenderskie obligacje będą miały na rynku finansowym konkurencję ze strony euroobligacji, co może zmniejszyć łatwość z jaką Niemcy emitują dług publiczny. Instytucje finansowe (np. banki centralne) chcąc ulokować środki w papiery nominowane w euro z ratingiem AAA dziś nie mają właściwie wyboru i muszą kupować niemieckie papiery, więc duży popyt zwiększa ich cenę sprowadzając rentowność do ujemnych poziomów.

Zamiast straszyć, że będziemy spłacać długi innych krajów, dużo lepiej byłoby spożytkować energię na poszukiwanie źródeł dochodów na poziomie Wspólnoty. Na stole jest parę ciekawych pomysłów takich jak europejski podatek cyfrowy, podatek od transakcji finansowych (tzw. podatek Tobina) czy podatki/opłaty ekologiczne. Zwiększenie dochodów własnych UE miałoby plusy ekonomiczne i polityczne. UE będzie miała więcej swoich środków, które nie są źródłem antagonizmów, takich jak wskazywanie które kraje są płatnikami, a które beneficjentami netto.

KPO to prawie 60 mld euro do wydania w 6 lat, co daje około 2% polskiego PKB rocznie. Wydaje się to niewiele, jeśli weźmiemy pod uwagę, że nasz sektor publiczny wydaje ponad 40% PKB. W wydatkach publicznych jednak tylko około 4% PKB stanowią inwestycje. KPO to zasadniczo środki na inwestycje, więc dzięki nim można znacznie zwiększyć nakłady na rozwój naszej gospodarki. Oczywiście trzeba przyjąć, że część pieniędzy z KPO zastąpi środki krajowe – elektryczne autobusy, czy szerokopasmowy internet tak czy inaczej trzeba by było jakoś sfinansować, ale KPO to na pewno duży dodatkowy strumień inwestycji. W polskich warunkach mnożnik inwestycyjny to około 1,5 (1 mld inwestycji zwiększa PKB o około 1,5 mld), więc można ostrożnie oszacować (przy założeniu, że KPO w większości zwiększa poziom inwestycji, a nie zastępuje środki krajowe), że dzięki KPO zyskamy około 1,5-2% dynamiki PKB rocznie, co jest bardzo poważnym wsparciem naszej dynamiki rozwojowej.

Oczywiście trzeba tutaj zauważyć „uroki” wskaźnika, jakim jest PKB – samo wydawanie środków tworzy PKB. Jeśli w tym roku wydamy 2 mld złotych na przekop mierzei, to PKB nam wzrośnie o 2 mld razy 1,5, czyli mnożnik. W przyszłym roku postanowimy zasypać ten przekop i też wydamy na to 2 mld złotych – przyszłoroczny PKB znowu rośnie więc o 3 mld. Mamy więc dodatkowe 6 mld PKB w dwa lata, a w sferze realnej tylko trochę przerzuconego piasku… Ten przykład ma pokazać, że zamiast kłócić się ile i kto wyda środków z KPO, uwaga rządu, opozycji i opinii publicznej powinna skupić na tym, jakie projekty wybrać do sfinansowania. Miarą sukcesu wdrażania KPO nie może być % wykorzystanych środków, czy nawet przyrost PKB, ale budowa zdolności naszej gospodarki do rozwoju i poprawa jakości życia w naszym kraju, co dużo trudniej zmierzyć, ale na pewno warto próbować.